sobota, 29 stycznia, 2022

NICEMINO

Jezioro Rekowo położone jest na południowy-wschód od Koszalina. Jadąc drogą Koszalin – Polanów na 24. kilometrze za Kościernicą skręcamy w leśny szutrowy trakt z napisem „Droga dla wędkarzy”.

Po przejechaniu 2,5 km docieramy nad malownicze jezioro Nicemino, przez miejscowych zwane (od pobliskiej wioski) Rekowem. Pojazd zostawiamy na „Parkingu dla wędkarzy”. Jesteśmy na północnym końcu długiego i dość wąskiego zbiornika.
Jezioro ma 104 ha. Długość 3200 m, szerokość 200 – 400 m, głębokość średnia 3 – 4 m, najgłębsze miejsce 8 m. Dookoła las sosnowy, a gdzieniegdzie brzozy i olchy. W promieniu 3 km nie ma żadnej wsi. Brzegi porośnięte trzciną, pałką wodną, tatarakiem i skrzypem, samo jezioro – w dużej części – moczarką i rdestnicą. Jest raczej trudno dostępne. Dużo miejsc na zasiadkę, lecz żeby się swobodnie poruszać, trzeba mieć wodery albo łódź. Ryby, w kolejności najobfitszego występowania: leszcz, okoń, lin, szczupak, węgorz, płoć, jazgarz, karp i sandacz.


Leszcz nie osiąga tu wielkich rozmiarów, ale patelniaki mające od 1 do 2 kg trafiają się bardzo często. Liny ważą zwykle od 0,80 do 1,5 kg, ale w roku 1995 widziałem złowioną na południowym krańcu jeziora sztukę o wadze 2,70 kg. Miejscowi wędkarze mówią, że najlepiej łowić je od maja do lipca, karmić zanętą linową lub karpiową, albo tradycyjnie ziemniakami, ale nie obficie. W ciepłych latach w ciągu sezonu bezrobotni wędkarze okupujący liczne tu kładki potrafią złowić 170 do 200 linów. Jednak największą pociechą wędkarzy jest okoń. Bardzo dobrze bierze jesienią od września do końca listopada. We wrześniu jelenie odbywają tu rykowisko. Niejedno branie okonia przegapiłem wsłuchując się w ryk tych potężnych zwierząt. Jak łowimy? Od maja do sierpnia na robaka, we wrześniu przechodzimy na gumy (najlepiej zielone z brokatem, 5 – 6 cm), srebrne obrotówki nr 1 – 2 lub małe woblerki w paski. W październiku czeka nas prawdziwa okoniowa uczta, pod warunkiem że uda nam się nałapać małych rybek i że będzie wiał choćby słaby wiatr. Łowcy z Koszalina są wtedy w stanie przez 1,5 godziny złowić 5 kg okoni, średnio po 5 – 6 na kilogram. Jeżeli mamy łódź, to połowimy jeszcze lepiej, bo na dwóch górkach biegnących w poprzek jeziora możemy trafić stadka patelniaków liczące 300 – 400 sztuk. Nigdy nie zapomnę, jak w roku 1994 nieżyjący już dziś właściciel sklepu wędkarskiego pan Hajdamowicz na dwa twistery połączone niczym mucha ze skoczkiem łowił po dwa okonie naraz, a inne odprowadzały je pod samą łódź.


Szczupaka też jest tu dużo, bo jezioro często się tym gatunkiem zarybia. Bierze na woblery pływające lub średnie gumki koloru mlecznego lub stalowego. Dobre miejsca to wypłycenia wolne od roślinności podwodnej lub bezpośrednio w pobliżu trzcin. Wielkich okazów nie złowimy, ale sztuki ważące od jednego do trzech kilogramów też nie są chyba do pogardzenia.


Dobrze bierze węgorz. Pochodzi z zarybień, dociera tu także przez liczne strumyki, które wypływają z jeziora lub do niego wpływają. Łowimy go tylko w dzień (połów nocą jest zabroniony) przy ujściach strumieni lub w zatoczkach jeziora, najlepiej na pęczek gnojaków. Waga – od 40 dag do 1,2 kg. Upraszam wędkarzy, nie katujcie małych węgorzyków, których jest tu bez liku!


Płoć najlepiej nęcić pszenicą lub gotowanym i siekanym bobem, a łowić na kukurydzę lub białe robaki. Jest dorodna, wypasiona, choć – w przeciwieństwie do innych ryb z tego jeziora – raczej niesmaczna. Ma przeważnie około 30 dag, ale większe też się trafiają.
Kilka lat temu Gospodarstwo Rybne Mielno wpuściło do swoich jezior 8 ton karpia z własnej hodowli. Pokaźna ilość dostała się do Rekowa. Dziś wędkarze łowią już sztuki od 3 do 6 kg. Bardzo dobre są miejsca ciche, spokojne, niezbyt płytkie, w północnym lub południowym krańcu jeziora. Jako przynęta wśród miejscowych króluje poczciwy ziemniak, a wśród przyjezdnych kulki proteinowe.

Na zakończenie wspomnieć należy o licznym jazgarzu i rzadkim sandaczu. Jazgarz potrafi zatruć każde wędkowanie, choć są wędkarze, którzy zimą wyławiają go na mormyszkę i gotują wspaniałą uchę. Sandaczy dawniej było tu bardzo dużo, jednak albo się nie wycierały, albo ikrę wyżerały im okonie. Teraz w południowym końcu jeziora czasem jakiś weźmie, ale tylko na żywca. Sztucznych przynęt nie chcą.


Jezioro jest często zarybiane i dobrze pilnowane. Miłośnik spokoju znajdzie tu piękną okolicę. Jesienią, kiedy znudzi się mu wędkowanie, posłucha ryku jeleni lub nazbiera podgrzybków, z których słyną tutejsze lasy.


Lechosław Warzyński

Poprzedni artykułZAPOMNIANY ATRAKTOR
Następny artykułOD ŚWINOUJŚCIA DO REWALA

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments