sobota, 1 października, 2022

RAKOWA ZATOCZKA

Ostatnie dziesięciolecie przyniosło ogromny postęp w technice badań ichtiologicznych. Mikroskopijne nadajniki wszywane rybom, ultraczułe wykrywacze dźwięków (sonary), precyzyjne urządzenia do przekazywania pomiarów na odległość (telemetria) to tylko nieliczne przyrządy, jakie ichtiolog ma dzisiaj do dyspozycji.

Korzystając z takiej nowoczesnej aparatury amerykańscy uczeni przeprowadzili szereg badań nad życiem okoni w jeziorach. Prezentujemy tu niektóre wyniki tych badań także po to, by każdy mógł sprawdzić, czy potwierdzają one jego wędkarską wiedzę o okoniach, czy też każą spojrzeć na te ryby całkiem po nowemu.

Najpierw sporządzono mapy tarlisk. Wykazały one, że okonie odbywają tarło stale w tych samych miejscach. Odkryto też, że dorosłe samce, gdy tylko wypełnią swoje rodzicielskie zadanie – następuje to zwykle w drugiej połowie czerwca – opuszczają teren wylęgów i płyną na żer do innej części jeziora. Docierają tam w ciągu jednego dnia. Poruszają się tak szybko – mówią naukowcy – że gdy przepływają obok, trzeba obracać podwodny mikrofon, żeby słyszeć ich ultradźwiękowe sygnały. Letnie terytoria obejmują od dwóch do sześciu kilometrów kwadratowych i większość tego obszaru okonie przeszukują każdego dnia. Zwykle pokonują wtedy od trzech do dziesięciu kilometrów. Szlak tych wędrówek jest mniej więcej stały i wiedzie “od żerowiska do żerowiska”.

Okonie, tak jak inne zwierzęta, nie zużywają energii, jeśli nie muszą. Udowodniono to na podstawie badań prowadzonych przez kilka sezonów. Dużym samcom, mającym więcej niż 10 lat, wszczepiono nadajniki radiowe (wcześniej ryby znieczulono, a później podano im antybiotyk). Złowiono je nad gniazdami tarłowymi i w tych samych miejscach zostały wpuszczone. Działo się to w osłoniętej od wiatrów zatoczce, której dno było pokryte głazami i patykami, czyli w idealnym tarlisku, na które ryby przypływały od dawna. Gdy tylko okonie się wytarły, naukowcy kontrolowali je codziennie, używając sprzętu do nurkowania. Równolegle prowadzono badania na innym jeziorze, położonym niedaleko.

Kiedy z ikry wylągł się narybek i trochę podrósł, w pierwszym jeziorze okonie wyruszyły na swoje letnie terytoria. W drugim było inaczej. Za każdym razem, gdy badacze wracali na tarlisko, odbierali sygnały radiowe. Znaczyło to, że z jakiegoś powodu okonie pozostawały na miejscu, choć od tarła minął już dobry miesiąc. Zaczęto nawet sądzić, że okonie z wszytymi nadajnikami zdechły. Nie pozostawało nic innego, jak złożyć im krótką wizytę pod wodą. – Miałem wrażenie, że dno się porusza, tyle tam było raków – opowiadał później badacz, który się tego zadania podjął. Okonie zaś miały się nieźle, leniwie spędzając całe lato w zatoczce. Czasami tylko robiły sobie krótkie wycieczki, nie dalsze niż na trzydzieści metrów. W pobliżu mogły znaleźć wiele dogodnych miejsc, ale raki były tylko tam, gdzie odbyło się tarło. Nie miały więc żadnego powodu, żeby opuszczać swój skalisty skrawek dna, na którym była tak ogromna ilość wysokobiałkowego pokarmu. W rakowej zatoczce przebywały do końca lata i dopiero jesienią rozpoczęły wędrówkę w najgłębsze rejony jeziora.

Na jeziorze tym co roku odbywają się zawody wędkarskie w stylu “złów i wypuść”. Przyjeżdża na nie ponad dwieście drużyn złożonych z bardzo dobrych zawodników, którzy łowią także w badanej zatoczce. Naukowcy bacznie ich obserwowali i stwierdzili, że żadna ryba z nadajnikiem nie została złowiona i że w ogóle połowy wędkarskie były bardzo mizerne w porównaniu do ilości ryb, które się tam znajdowały. Wniosek był oczywisty: gdy w jakimś miejscu okonie mają dużo dobrego pożywienia, to nie czują potrzeby, by szukać go gdzie indziej lub atakować przynętę.

Okonie z pierwszego jeziora, które miały o wiele mniej pożywienia, prawie natychmiast po odbyciu tarła wypływały na letnie terytoria i odwiedzały dosyć dużo miejsc, w których mogły się pożywić. Terytoria były duże, a okonie znajdowały się w ciągłym ruchu.

W jeziorze ubogim w pokarm zaobserwowano, że stado, które wcześniej brało udział w tarle, dzieli się na mniejsze grupy. Kiedy okonie ruszały na śródjeziorowe letnie szlaki, musiały przepłynąć przez niewielkie przewężenie, idealne stanowisko dla ryb drapieżnych. Tutaj właśnie niewielka część okoni pozostawała do późnej jesieni, pasąc się rakami i rybami.

Jak więc widać, okonie z obu jezior potrafiły się przystosować do swoich odmiennych środowisk.

Zimowiska okoni, podobnie jak tarliska i miejsca letniego żerowania, są stałe. Przebywają tam duże stada ryb. Kto takie zimowisko odnajdzie, ten ma zapewnione obfite połowy. Dlatego naukowcy przestrzegają, że łowienie okoni pod lodem może powodować ogromne zniszczenia. Dotyczy to w równej mierze połowów wędkarskich i sieciowych.

Poprzedni artykułPODWÓJNY ZAWÓD
Następny artykułPOD LODEM NA KORONOWSKIM

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments