sobota, 25 czerwca, 2022
Strona główna Łowisko KRAŃCOWO RÓŻNE JEZIORO

KRAŃCOWO RÓŻNE JEZIORO

Na 15. Pucharze “WP” będziemy się przez jeden dzień zmagać z wędką i rybami na jeziorze Bukowo. To rybne jezioro. Wśród ryb białych przeważają leszcze i płocie. Jest dużo drapieżników, zwłaszcza sandaczy i okoni, także morskich. Są też szczupaki, jest dużo krasnopiór.

Bukowo jest jeziorem przymorskim, jednym z wielu w naszym kraju (unikalne twory natury w europejskiej skali). Zasila je sztuczna Bagiennica, kanał powstały podczas regulowania rzeki Grabowej. Jej ujście odcięto wówczas od morza i główny nurt skierowano do Wieprzy, a część wody do Bagiennicy. Gdy wieją silne północne wiatry, do Bukowa wpływa również woda morska. Kanał łączący jezioro z Bałtykiem przypomina wtedy bystrą rzekę. Jej prąd rwie kilka razy silniej niż na przykład w Dunajcu. Gorzej jest podczas ciepłego lata. Północnych sztormów wtedy nie ma, a Bagiennica nie jest w stanie dolać do Bukowa tyle wody, ile jej ubywa na skutek parowania. Bukowo bowiem jest wielkie, ma blisko 1800 ha, ale bardzo płytkie. Jego głębokość wynosi przeważnie półtora metra, dwa metry uchodzi tu już za głębię. Na planach batygraficznych widnieją wprawdzie miejsca o głębokości prawie trzech metrów, ale nie słyszałem, by ktoś je tam znalazł.

Dno jeziora pokrywa gruba warstwa mułu, z którego gdzieniegdzie wystają kamienie. Tutejsze trzcinowiska są ogromne, a dostęp do wody możliwy tylko w dwóch miejscach: w pobliżu Dąbek (od strony morza) i Gleźnowa (od strony lądu). Wędkarskich łódek pływa tu niewiele. Przybywa ich tylko wtedy, gdy po okolicy pójdzie fama, że biorą okonie albo że idzie węgorz. Kotwiczą w powszechnie znanych miejscach: przy kamiennych podwodnych rafach lub w rejonie kanału łączącego jezioro z morzem. I tyle.

Nie brak dostępu do wody jest jednak tego powodem. Po prostu wędkowanie w Bukowie wymaga dużego trudu. Jest wszakże kilku wędkarzy, którzy nękają tutejsze ryby nie oglądając się na innych. O dwóch z nich pisaliśmy (“WP” nr 8/2007). Mówią, że w Bukowie okoni jest bardzo dużo, ale są niezwykle ostrożne, co wynika z tego, że niemal cały czas łowi się je w półtorametrowej wodzie. Właśnie płytkość jeziora oraz bliskość morza sprawia, że wędkowanie jest takie trudne. Silne i częste wiatry wzbudzają na jeziorze krótkie i nieregularne fale, niebezpieczne dla małych wędkarskich łódek. W takim łowisku ruchy wody sięgają dna i podrywają leżący na nim muł. Wtedy woda mocno mętnieje, a ryby słabo żerują. Ale te same wiatry są dla Bukowa dobrodziejstwem, bo napowietrzają wodę i życie biologiczne po prostu w niej kwitnie. Ryby mają dużo pokarmu.

Właśnie dlatego nad Bukowo warto się wyprawiać późną wiosną i latem. Podczas wakacji jest to dobre łowisko dla wędkarza i atrakcyjne wczasowisko dla towarzyszącej mu rodziny. Tylko bowiem przedświt do wczesnego poranka jest dobrą porą na łowienie ryb. Później można plażować.

Nie ma takiego gatunku ryb, który miałby w Bukowie zdecydowaną przewagę. Przyjęło się uważać, że dominują tu okonie, ale tylko dlatego, że to one są głównym celem wędkarskich wypraw. W jeziorze jest też dużo węgorzy, leszczy, płoci, sandaczy i szczupaków. To nie pojedynczy przypadek, że wędkarz, który łowi bocznym trokiem, z tego samego miejsca wyciąga leszcza, węgorza i okonia.

Nas też najbardziej będą interesowały okonie. Przebywają tam, gdzie jest kamienne dno. Miejsca te zaznaczyliśmy na mapie. Od razu widać, jak wielkie są przestrzenie, gdzie kamieni na dnie nie ma. Wystartujemy z plaży w Dąbkach. Droga do okoniowych łowisk zajmie nam od pół do półtorej godziny. Sporo, dlatego prośba do uczestników Pucharu: jeżeli macie elektryczne lub spalinowe silniki, zabierzcie je ze sobą.

Nie spotkałem na Bukowie nikogo, kto by przeszukiwał jego wody za pomocą łańcuchów, jak to robią na innych przymorskich jeziorach, które też mają dno przeważnie muliste. Sposób ten jest dość prosty. Bierze się dwa – trzy metry łańcucha o dużych okach, żeby był ciężki, i wiąże go do cienkiej, acz wytrzymałej linki. Drugi jej koniec przywiązuje się na dziobie łódki. W przypadku Bukowa, gdzie głębokości są niewielkie, pięć metrów linki zupełnie wystarczy. Linkę z łańcuchem spuszcza się na dno, a łódkę stawia w dryf. Niesie ją wiatr (nad morzem wieje prawie zawsze). W tym czasie można spiningować, a gdy tylko łańcuch trafi na twarde dno, zadzwoni jak w kościele. Tym sposobem można wykryć nawet niewielkie skupiska kamieni lub gliniaste dno obrosłe racicznicami – okoniowe i sandaczowe pewniaki.

Ubiegły rok nie był tak bogaty w okonie jak lata poprzednie. Z rybami w ogóle tak bywa, ale sami bardzo to wyolbrzymiamy. Kiedy bowiem okonie rzekomo miały brać kiepsko, zrobiłem z Andrzejem Majem i Zbigniewem Kowalczukiem kilkugodzinny rekonesans. Jego plonem było kilkanaście kilogramów okoni. Najwięcej nałowił Andrzej, który posługiwał się techniką bocznego troka. Wyraźnie mniej złowił Zbyszek, a jego przynętami były 7-centymetrowe kopyta. Ja łowiłem na cykady i miałem najwięcej małych okoni, w pobliżu piętnastu centymetrów. Więc opinia o tym, że akurat brały źle, mogła być prawdziwa dla wędkarzy miejscowych, dla których, jak można się domyślać, brania są dobre dopiero wtedy, gdy okonie wpadają w amok.

Na tutejsze okonie dobra jest każda metoda i każda przynęta. Do szperania najlepszy jest trok, ale kiedy się trafi na ławicę, lepsze są duże gumy. Nie w myśl zasady, że duża przynęta to duża ryba. Po prostu na duże gumy brania są zdecydowane i okonie lepiej się na nie zapinają. Nikt tu nie łowi na wahadłówki, woblery są mało popularne. To dziwne, bo na długich trasach między łowiskami aż się prosi puścić za rufą jakąś imitację rybki, która zejdzie co najwyżej metr pod powierzchnię.

Złowione okonie mają w żołądkach małe płotki. Można się więc domyślać, że krążą za ich ławicami po całym jeziorze i właśnie podczas trolowania najłatwiej na nie natrafić. Po pierwszym braniu okonia wystarczy delikatnie położyć kotwicę i przez jakiś czas, zanim płocie gdzieś odpłyną, będziemy mieli porządne łowisko.

Przy północnych trzcinowiskach jest bardzo dużo krasnopiórek. O tym wiedzą jedynie rybacy tylko dlatego, że wpadają w ich sieci. Wędkarze krasnopiórkami nie są zainteresowani, więc na temat ich łowienia niewiele wiadomo. Wystarczy jednak wiedzieć, że są właśnie w tych rejonach i że jest ich bardzo dużo. Przy północnych i północno-zachodnich wiatrach przy tamtych trzcinowiskach jest spokojnie, więc czas przeznaczony na łowienie spokojnie można będzie podzielić pomiędzy okonie i krasnopiórki.

W Bukowie problemem są silne wiatry, ale przy trzcinowiskach zawsze się znajdzie jakiś zaciszny zakątek. Choćby nie wiadomo jaka była pogoda, okoni zawsze się trochę nałowi – mówią znawcy tego łowiska.

Wiesław Dębicki

Poprzedni artykułGUMA Z PIÓRKIEM
Następny artykułPRZYGODA Z MIKROPRZYNĘTĄ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments