sobota, 29 stycznia, 2022
Strona główna Za granicą TAKIE SAME TYLE, ŻE WALIJSKIE

TAKIE SAME TYLE, ŻE WALIJSKIE

Kiedy zamieszkałem w Londynie, postanowiłem nauczyć się łowić na sztuczną muchę. Miałem do dyspozycji niezły sprzęt, fachową literaturę i prasę, a przede wszystkim rybne wody. Jeszcze w Polsce poznałem pierwsze tajniki wykonywania sztucznych much, więc nie zaczynałem tak całkiem od zera. Mimo to pierwsze samodzielne kroki nie były łatwe. Pomogli tutejsi muszkarze, również dzięki nim poznałem walijskie rzeki i ich lipienie. Łowienie jest takie samo, tyle że ryb w Walii jest więcej.

Tutejszy sezon lipieniowy zaczyna się w połowie czerwca. Wtedy poziom wody w walijskich rzekach jest zazwyczaj niski lub średni i dobrze się łowi metodą suchej muchy. Ryby łatwo namierzyć, bo widać, gdzie żerują. W okresie letnich upałów najlepsze są godziny poranne i wieczorne, choć zdarzało mi się łowić lipienie również w samo południe. Panuje opinia, że latem wcześnie rano najlepiej stosować muchę z poprzedniego wieczoru. Rzekomo ryby w ciągu krótkiej nocy nie zapominają, co zjadały kilka godzin wcześniej. Ile w tym prawdy, nie wiem, natomiast wiem na pewno, że bardzo uniwersalną przynętą jest pupa imitująca przeobrażającą się larwę chruścika. Wynika to zapewne stąd, że latem lipienie pożerają ogromne ilości tych owadów.

Podczas rójek łowię na taką muchę, która rozmiarem i kolorem jest podobna do spływających z wodą owadów. Fantastyczną przynętą są wtedy emergery częściowo zanurzone lub położone na powierzchni wody tak, żeby naruszały jej napięcie powierzchniowe. Gdy z wodą płyną tylko pojedyncze owady lub nie widać ich wcale, to i wtedy warto użyć emergerów i zastosować technikę tak zwanej wymuszonej suchej muchy. Trzeba po prostu rzucić po kilkanaście razy wszędzie tam, gdzie mamy prawo lipieni się spodziewać. Mogą to więc być dołki za przelewami, wlewy i ich końcówki, a także niezbyt głębokie rynny (do metra). Jeżeli tylko ryby są w obrębie mojego stanowiska i nie zachodzą jakieś szczególne okoliczności, to zazwyczaj łowię tym sposobem co najmniej kilka sztuk.

Najczęściej używam suchych much, a zwłaszcza emergerów, wykonanych w technice parachute lub paraloop, bo one zawsze prawidłowo osiadają na wodzie i świetnie pływają. Ponadto doskonale imitują przeobrażające się na powierzchni owady. Trzeci powód jest dla mnie, jako krótkowidza, najistotniejszy: mogę w muszkach stosować materiały typu Hi-Viz, czyli bardzo dobrze widoczne. Skrzydełka wykonane z syntetycznej wełny lub piór CDC w kolorach jaskrawobiałym, żółtym, zielonym lub pomarańczowym znakomicie poprawiają widoczność nawet bardzo małych muszek.

Ma to ogromne znaczenie nie tylko dla krótkowidzów, lecz także dla wszystkich wędkarzy obserwujących muchy na ciemnej powierzchni wody. Kiedy się łowi w dzień pochmurny, późnym popołudniem, pod wieczór lub na tle ciemnego brzegu, jaskrawe skrzydełka suchych muszek są niezwykle pomocne. Jeżeli jednak powierzchnia wody oświetlona słońcem błyszczy jak lustro, lepsze są muchy z czarnymi skrzydełkami. Nie zauważyłem, by jaskrawo kolorowe lub nienaturalnie czarne skrzydełka much odstraszały ryby.

Prawdopodobnie te części much, które znajdują się nad wodą (np. skrzydełka właśnie), ryby widzą o wiele gorzej niż to wszystko, co znajduje się pod wodą lub na jej powierzchni. Dlatego w kolorystyce suchej muszki tak naprawdę liczy się barwa tułowia i jeżynki. Moje ulubione kolory tułowi to brązowy, oliwkowy i beżowy. Doskonałe imitacje owadów uzyskuję stosując na tułowie różnokolorowy quill (ogolony z włosków promień pawiego pióra). Dobrym materiałem jest też sierść z maski zająca, syntetyczny antron lub drobno pocięta sierść foki. Jeżynki robię z piór brązowych, oliwkowych, grizzly i czarnych. Stosuję tylko wyhodowane za pomocą genetyki jeżynki Whitting.

Oprócz kolorystyki i rozmiaru muchy bardzo ważna jest też jej prezentacja i prowadzenie. Z reguły łowię w poprzek nurtu. Sznur poprawiam tylko wtedy, gdy zachodzi wyraźna potrzeba. Jeżeli mucha zaczyna smużyć, rzucam ponownie. Choć przytapianie muchy w ostatniej fazie spływu daje czasem dobre wyniki, tę sztuczkę stosuję bardzo rzadko. Uważam bowiem, że konstrukcje typu paraloop do tego się nie nadają.

Podczas gwałtownego przyboru woda jest na ogół bardzo mętna, a ryby zamiast żerować, szukają sobie nowych stanowisk. Te, które zajmowały podczas niżówek, teraz stają się dla lipieni niewygodne, a dla wędkarza często niemożliwe do obłowienia. Ryby pływają po całej rzece i szukają miejsc podobnych do tych, jakie zajmowały przy niskim lub przeciętnym stanie wody. Jak te miejsca znaleźć, jak je odkryć? Pomaga w tym rada, jakiej udzielił mi Igor Glinde: “Zminiaturyzuj rzekę. Wyobraź sobie, że składa się z kilku małych rzeczek, a potem wybierz te miejsca, które byś pominął przy zwykłym stanie wody”. Stosując się do tej rady, łowię bliżej brzegów w płytkich wlewach, dołkach ze stojącą wodą, zwarach za dużymi głazami i na pozornie nieciekawych prostkach.

Najlepszy dla wędkarza jest czas, gdy woda opada i się oczyszcza. Lipienie stają się wtedy bardzo aktywne. Nie tylko intensywnie żerują, ale ciągle zmieniają stanowiska. Można na nie trafić dosłownie wszędzie. Daje to szansę złowienia dużego okazu.

Dobór nimf i ich dociążenia zależy od głębokości i szybkości nurtu. Za najlepszy uważam tandem składający się z ciężkiej nimfy prowadzącej i w miarę lekkiego skoczka. Im woda głębsza i nurt szybszy, tym większą i cięższą zakładam nimfę prowadzącą. Bierze na nią mało ryb, ale bez niej łowić nie można. Większe pole manewru daje mi lekki skoczek. Najczęściej jest to złotogłówka albo mokra muszka typu soft hackle na haczyku 12 – 18. Muszki, których używam do metody krótkiej nimfy, rzadko są wiernymi imitacjami tego, co można znaleźć w wodzie. Są to raczej muchy sugerujące. Ich podstawową cechą jest ruch. Kolory stonowane: beżowy, oliwkowy, szary, czasem ze wściekłym akcencikiem w postaci czerwonego ogonka lub przewijki z materiału holograficznego.

Najlepszy jesienny okres połowu lipieni trwa od połowy września do końca listopada. Ryby są wtedy w doskonałej kondycji i biorą przez cały dzień. Choć jesienne rójki owadów nie są już tak intensywne jak latem, to przy niskim stanie wody podstawową metodą łowienia pozostaje dla mnie sucha mucha. Zarówno przy tej metodzie, jak i podczas łowienia na nimfy, jesienią używam much o dwa do czterech rozmiarów mniejszych niż w lecie.

Zima to krótkie dni i ubogie rójki. Łowić można przez cały dzień, ale najwięcej brań mam około południa, zwłaszcza w dni spokojne i słoneczne. Aktywność owadów jest wtedy największa, a lipienie zazwyczaj chętnie korzystają z tej zwiększonej porcji pokarmu. Najczęściej łowię je wtedy na mikroskopijne suche muszki zwane sieczką. Zimą nie wyłuskuję pojedynczych lipieni. Im bliżej tarła, tym większa jest szansa na złowienie wielu lipieni w jednym miejscu. Już od połowy grudnia można trafić na wielkie stada tarłowe. W Wielkiej Brytanii okres ochronny lipienia zaczyna się w połowie marca.

Hubert Janeczek, Londyn

Poprzedni artykułNIC NIE ZASTĄPI OCZU DOOKOŁA GŁOWY
Następny artykułPYSZNY DORSZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments