niedziela, 4 grudnia, 2022

SPŁAWIK WYCZYNOWY

Na pierwsze w życiu zawody przyszedłem z 4-metrowym teleskopem, gotowanym pęczakiem i słoiczkiem białych robaków, które wyprosiłem w rzeźni. Wędkowaliśmy w jeziorze, dokąd zawieziono nas autokarem. Nigdy wcześniej tam nie byłem, nie wiedziałem, że pełno w nim uklei. Kiedy smętnie wpatrywałem się w spławik zarzucony daleko od brzegu, inni śmigali spod trzcin ukleję za ukleją. Z trzema płotkami zająłem przedostanie miejsce. Zawziąłem się, zacząłem uważnie podglądać najlepszych, kompletować sprzęt, a przede wszystkim brać udział w zawodach. Ze startu na start zajmowałem coraz lepsze miejsca, z czasem zacząłem wygrywać.

To było trzydzieści lat temu. Dawniej dużą rolę odgrywał sprzęt i zanęta. W kraju nie było wędek i profesjonalnych mieszanek, trzeba je było ściągać z Zachodu za duże pieniądze. Kto miał długą tyczkę i zachodnie dodatki zanętowe, już na starcie zyskiwał ogromną przewagę. Obecnie wszyscy zawodnicy mają sprzęt podobnej klasy, a firmową zanętę można kupić nawet w podrzędnym sklepie wędkarskim. Teraz na sukces składa się dużo więcej czynników. Najważniejsze z nich to doświadczenie wędkarskie, otrzaskanie na zawodach, umiejętność koncentracji, rozpoznanie łowiska, dobór właściwej zanęty oraz metody połowu.

Trening
Informacje o zawodach są podawane z dużym wyprzedzeniem w siedzibach kół i okręgów PZW, towarzystw wędkarskich, także w specjalistycznej lub lokalnej prasie, w sklepach wędkarskich. Jest czas, by dokładnie poznać łowisko. Warto to zrobić krótko przed zawodami, najlepiej wędkując w gronie kilku osób. Wtedy można sprawdzić skuteczność wielu metod i sposobów łowienia oraz różnych zanętowych mieszanek. Na przykład jeden z kolegów łowi ukleje przy brzegu, inny tyczką ze środka nurtu, jeszcze inny bolonką. Wszyscy próbujemy różnych sposobów prowadzenia zestawu (na wleczonego, z przytrzymywaniem, z opadu itd.), bo nawet ukleje można łowić rozmaicie, nie mówiąc o płociach lub leszczach. Zawsze należy przetestować kilka zanęt i przynęt, bo nigdy nie wiadomo, co w danej wodzie rybom smakuje.

Warto zwrócić uwagę na pory aktywności ryb. Na przykład w małych rzekach, w których najczęściej ryb jest niewiele, najlepiej biorą na samym początku. Później są już najedzone i wykazują coraz mniejszą ochotę do żerowania. W tych łowiskach trzeba się skupić na pierwszej godzinie zawodów. Odwrotnie jest w dużych rzekach, gdzie zwykle ryby się rozkręcają w trakcie wędkowania. Najlepsze brania i największe sztuki trafiają się pod koniec zawodów. Warto o tym pamiętać i wtedy założyć grubszy zestaw.

Trening na nieznanym łowisku nie może się przerodzić w zwykłe łowienie ryb. To bardzo częsty błąd młodych wędkarzy. Kiedy brań mają dużo, zapominają, po co tu przyjechali. Łowią w najlepsze, godziny lecą, ale wniosków nie przybywa. Na zawodach obok nas będą rywale, którzy na pewno staną na głowie, aby ściągnąć ryby do siebie. Już na treningu trzeba podnieść poprzeczkę. Zamiast ciągle wyłuskiwać płotki, spróbujmy złowić leszcza. Przegruntujmy zestaw, zobaczmy, co piszczy przy dnie. A może wylosujemy stanowisko w tamtej płytkiej zatoczce, gdzie nie widać nawet uklejek? Pójdźcie w to miejsce i postarajcie się zwabić ryby. To właśnie najgorsze łowiska pozwalają najlepiej przetestować skuteczność zanęt, odkryć dodatek lub zapach, który być może podczas zawodów stanie się naszą tajną bronią. Wszechstronny trening pozwala dobrze poznać wodę, a porównanie wyników wskaże najskuteczniejszą metodę połowu.

Stanowisko
O tym, gdzie będziemy łowić, decyduje losowanie przeprowadzane na miejscu zawodów, po odczytaniu listy startujących. Wywołany wędkarz podchodzi do sędziego i z pudełka lub czapki wyciąga numerek. W wodach bieżących za najlepsze uważa się stanowiska skrajne, zwłaszcza otwierające (pierwsze w dole rzeki lub kanału). Zawodnicy, którzy je zajmują, są w komfortowej sytuacji, bo mają szansę zwabić ryby z odcinka, na którym zawody już się nie odbywają, i nie dopuścić, by wpłynęły w sektor. W wodach stojących zapach zanęty rozchodzi się słabo. Wędkarz skazany jest na łowienie ryb znajdujących się w obrębie jego stanowiska, więc losowanie nie ma dużego znaczenia. Owszem, zawsze są miejsca lepsze i gorsze. Oglądając łowisko, można się trochę dowiedzieć, co nam los ofiarował. Jednak dokładną informację uzyskamy dopiero po wysondowaniu dna. Mamy na to sporo czasu.

Gdy już wszyscy zawodnicy dotrą na stanowiska (można korzystać z pomocy innych osób), rozlega się sygnał. Od tego momentu każdy ma godzinę na przygotowanie do zawodów. Po zmontowaniu sprzętu (wędek, kosza, stojaków, podbieraka itd.) niezwłocznie przystępujemy do badania dna. Jest to jedno z najważniejszych zadań zawodnika. Pozwoli ono we właściwym miejscu ustawić siedzisko i położyć zanętę, prawidłowo dobrać zestaw, a także zarzucać przynętę tam, gdzie są największe szanse złowienia ryb. Do poznawania dna służą gruntomierze, czyli ciężarki nakładane na haczyk. Ich zasada działania jest prosta. Przeciążając spławik powodują, że znika on pod wodą w miejscach, gdzie głębokość jest większa od ustawionego gruntu, a w płytszych się wynurza.

Zestaw z ciężarkiem podnosimy i opuszczamy co kilkanaście centymetrów wzdłuż brzegu i w głąb wody tak daleko, jak sięgnie wędka. W ten sposób opukując dno, odnajdziemy wszelkie nierówności (dołki, rowy, górki, zatopione krzaki itp.) i poznamy jego charakter. Czy jest muliste, gliniaste, a może wyłożone żwirem lub kamieniami? To wszystko pozwoli nakreślić w głowie obraz łowiska, w rzekach także drogę spływania zanęty i tor prowadzenia zestawu. W wodach bieżących kładzie się zanętę na początku obniżenia dna, w wodach stojących na wyniesieniach.
Ostatnie pięć minut przygotowania stanowiska jest przeznaczone właśnie na położenie tzw. zanęty ciężkiej, czyli kul większych od piłki tenisowej. Robimy to bez pośpiechu, starając się wszystkie wrzucić w wybrane miejsce. Nigdy nie na oko, lecz na koniec tyczki wysuniętej na rzekę, a w jeziorze wokół zarzuconego spławika. Podczas zawodów będziemy donęcać tylko porcjami, które zmieścimy w jednej dłoni.

Zawody
Początek łowienia obwieszcza strzał z rakietnicy lub syrena. Teraz przez trzy godziny będziemy zdani tylko na siebie i ewentualne rady opiekuna lub trenera. Wszelka pomoc jest zabroniona. Nie można też opuścić stanowiska bez zgody sędziego. Na zawodach nie ma miejsca na eksperymenty. Łowimy według wcześniej ustalonego schematu, a każdy ruch musi być przemyślany. Wtedy wędkowanie będzie płynne, bez przestojów.

Warto poobserwować w akcji naszych mistrzów spławika. Nie dostrzeżecie u nich żadnych zbędnych czynności. Zarzucanie wędki, umieszczanie zanęty, zacięcia, hole ryb wykonują podświadomie. Do takiej wprawy dochodzi się latami. Na początek wystarczy pewne obycie ze sprzętem, minimum wiedzy o komponowaniu zanęt i konsekwentne realizowanie obranej taktyki. Powinno być dobrze.

Nie idzie? Bacznie obserwujmy konkurentów – gdzie, jak i co łowią. Jeżeli radzą sobie lepiej od nas, ich poczynania mogą być sygnałem, że trzeba zmienić metodę lub łowić inny gatunek ryb. W każdym razie warto to przemyśleć. Ale uwaga, rywal może wpuszczać nas w maliny! Często stosowana sztuczka polega na tym, że cały czas nęci się daleko, a łowi blisko. To znak, że prawdopodobnie ostatnie pół godziny zawodnik przeznaczy na długą tykę. Nie odpuszczajmy i my odległego łowiska, bo stracimy szansę złowienia leszczy, które w łowisko lubią wchodzić bardzo późno.

Drugi sygnał rozlega się pięć minut przed końcem zawodów. Jest więc jeszcze trochę czasu, by przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść. Na przykład podwajając ilości zapachu w zanęcie można skusić do brania większą rybę. Podobnych trików wyczynowcy stosują wiele. Startując często w zawodach szybko je poznacie.

Na trzeci sygnał niezwłocznie wyciągamy wędkę z wody. Ryba wyholowana po tym sygnale nie będzie zaliczona. Sędziowie przystępują do ważenia złowionych ryb. Zanim podejdą do nas, warto przejrzeć połów. Może zaplątała się jakaś niewymiarowa rybka, co umknęło naszej uwadze podczas łowienia? Jeśli tak, możemy jeszcze ją usunąć. Do wagi przynosimy ryby w siatce. Z niej są przesypywane do sędziowskiego pojemnika i po zważeniu wypuszczane do wody. Ryby muszą być czyste. Kto tego regulaminowego wymogu nie dotrzyma, temu grożą punkty karne. Po zważeniu podpisujemy swoją kartę startową, w której podano już wagę złowionych ryb. Im waga większa, tym więcej punktów i lepsze miejsce w klasyfikacji. Teraz dopiero możemy zwinąć sprzęt
i zjeść ciepły posiłek, który zwykle towarzyszy zawodom wędkarskim, gdy się oczekuje na ogłoszenie wyników i wręczenie nagród.

Norbert Nawrocki

Poprzedni artykułPO ZMIERZCHU PŁOCIE NA STARORZECZU
Następny artykułPOŚRODKU MIASTA

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments