czwartek, 8 grudnia, 2022

WKRA

Za Zieluniem Wkra (kto woli – Działdówka) wyraźnie dziczeje i przyspiesza. W wodzie są powalone drzewa, na dnie żwir i kamienie. Tu spotyka się nawet rzadkie strzeble, głowacze i minogi strumieniowe. Kilka lat temu ten odcinek zarybiono pstrągami potokowymi.

Potrząsałem olchą, do wody wpadały chrabąszcze i zaraz podchodziły jaźwice, klonki, płocie. Ryby brały jedna za drugą na gotowaną pszenicę. Czasem worek po mące był za mały, żeby wszystkie pomieścić. Wymieniałem je na ziemniaki. Starczały na całą zimę – stary wędkarz wspomina pożytki, jakimi darzyła go niegdyś Wkra. Spotkałem go latem pod Glinianą Górą koło Żuromina, gdzie rzeka dotyka wysokich wzgórz. Mówił, że teraz mało kiedy buchnie mu coś dużego, ale chyba idzie na dobre, bo woda czystsza się zrobiła. Przez minione lata Wkra była potwornie zatruwana, szczególnie przez mleczarnie. Obecnie we wszystkich mijanych przez nią miasteczkach działają oczyszczalnie ścieków, a do tej pięknej rzeki Mazowsza znów wracają ryby.

Wkra jest rzeką trzech nazw. Zaczyna się jako Nida, od Działdowa zwie się Działdówką. Wkrą w zasadzie jest dopiero od przyjęcia wód Mławki przed Radzanowem, ale większość mieszkańców twierdzi (tak mówią też mapy), że już od Nicka, gdzie z podbagnionego rowu melioracyjnego przekształca się w normalną rzekę meandrującą pośród pól, łąk, lasów, a w okolicach wsi Przerodki między malowniczymi wzgórzami. Jest to głęboki odcinek z licznymi dołami, których lubią się trzymać szczupaki i gdzie można złowić naprawdę dużą sztukę. Są też ładne płocie i jelce. Jazi jest na razie mało i trzeba znać miejsca, ale ostatnimi laty sporo ich wpuszczono. Przyjęły się, dobrze rosną, rozeszły się po rzece, a najlepiej biorą wiosną na gotowany groch.

Za Zieluniem Wkra (kto woli – Działdówka) wyraźnie dziczeje i przyspiesza. W wodzie są powalone drzewa, na dnie żwir i kamienie. Tu spotyka się nawet rzadkie strzeble, głowacze i minogi strumieniowe. Kilka lat temu ten odcinek zarybiono pstrągami potokowymi. Słuch jednak o nich zaginął, tylko miejscowi wędkarze opowiadają o dziwnych rybach z czerwonymi plamami, jakie od czasu do czasu udaje się im złowić na robaka. Realnie patrząc, na spotkanie z pstrągiem nie warto liczyć, ale są klenie. Jest ich tak dużo, że czerwonego robaka chwytają prędzej niż okonie. Na dużego klenia najlepiej się jednak zasadzić z drgającą szczytówką i kawałkiem żółtego sera lub wiśnią na haczyku (wiśnie dość często atakują też szczupaki i obcinają żyłki). Kleni szukać trzeba w dołkach na ostrych zakrętach, za przeszkodami lub w przybrzeżnych rynnach osłoniętych zwisającymi nad wodą gałęziami drzew.

Za wsią Sztok rzeka gwałtownie odbija na zachód i po kilku kilometrach zaczyna zwalniać. Daje o sobie znać cofka spiętrzenia przy starym młynie w Lubowidzu, przerobionym na elektrownię wodną. Wkra powoli się pogłębia i płynie podmokłą doliną. Miejscami jej głębokość sięga nawet trzech metrów. Woda jest ciemna, bo na dnie zalega muł. Tylko gdzieniegdzie można dostrzec jasne plamy piasku.

Wkra jest na ogół płytka. Jak ściśnie tęgi mróz, to w wielu miejscach zamarza niemal do dna. Ryby spływają w zimowiska, te same od wielu pokoleń. Jednym z nich jest właśnie kilometrowy odcinek rzeki przed śluzą w Lubowidzu. To najlepsze w tej okolicy łowisko płoci, które przebywają tu aż do wiosny. Wędkarze najczęściej okupują zakole przed wsią (żeby zbliżyć się do rzeki, trzeba założyć wodery, bo woda zwykle jest wysoka i wylewa na łąkę). Łowią przeważnie długimi kijami z pełnym zestawem, bo najwygodniej nimi sięgnąć do głównego koryta, gdzie gromadzi się najwięcej ryb. Na haczyki zakładają głównie białe robaki, ale duże płocie wolą czerwone albo pszenicę. Na przełomie zimy i wiosny wędkarze przyjeżdżają tu nawet z Działdowa i Mławy. Połowy są zwykle udane, a półkilogramowe płocie wcale nie należą do rzadkości.

Za młyńskim spiętrzeniem w Lubowidzu warto zasadzić się na miętusy. Z roku na rok jest ich w Wkrze coraz więcej. Co prawda rzadko przekraczają pół kilograma, ale w listopadowe i marcowe noce połowy są zwykle obfite. Wśród kamieni obmywanych bystrą wodą najskuteczniejsza jest gruntówka z pęczkiem dżdżownic na dużym haczyku. Za młynem rzeka przyspiesza i mocno meandruje wśród pól i łąk. Dno jest żwirowo-piaszczyste, w nurcie leży trochę powalonych drzew. Być może wkrótce będzie ich więcej, bo ślady bobrów są coraz liczniejsze. W rzece nadal sporo kleni i jelców.

Poniżej mostu drogowego w Bądzyniu pokazują się szczupaki i okonie. Należy ich szukać w rynnach pod warkoczami strzałki wodnej. Dobrze biorą na błystki prowadzone wachlarzem. W rzece tak niewielkiej jak Wkra ważne jest, żeby rzut i start przynęty odbywały się po cichu. Drapieżnik atakuje najczęściej podczas podrywania błystki z dna. Doświadczeni spiningiści robią to kołowrotkiem tak, żeby skrzydełko wykonało tylko jeden obrót i opadło z powrotem. Ten niepozorny ruch wystarczy, żeby sprowokować drapieżnika do ataku. Dalej przynęty nie warto już prowadzić.

Na wysokości wsi Łazy rzeka się wyraźnie poszerza i zwalnia. To skutek spiętrzenia przy kolejnej elektrowni wodnej, we wsi Brudnice, czynnej od 1995 roku. Można tu złowić klenia, jazia, płoć, leszcza, szczupaka, okonia, a w zatokach także karpia, lina i karasia. Ten odcinek jest najobficiej zarybiany. Trafiają tu przede wszystkim jazie (w ubiegłym roku 300 kg palczaka), ale także szczupaki i rybi drobiazg przerzucany z pobliskiego jeziora Hartowiec. Nad lewym, wysokim brzegiem wznosi się Gliniana Góra. Jest stąd przepiękny widok na rzekę. Był tu kiedyś ośrodek wczasowy z przystanią dla kajaków. Spłonął kilkanaście lat temu i dotąd nie został odbudowany. Pod Glinianą Górą miejscowi wędkarze rozgrywają co roku spławikowe zawody o „Puchar Czystej Wkry”. Łowią głównie ukleje i płotki. Uklejowy rekord (360 sztuk) dzierży Dorota Cieczko z Żuromina, mistrzyni Polski z 1999 roku, która właśnie na tej wodzie uczyła się wędkarstwa.

Wkra, podwyższona progiem w Brudnicach, nie oferuje jednak zbyt wielu dogodnych miejsc do wędkowania z brzegu. Dlatego wielu wędkarzy korzysta z łodzi. Łowią głównie szczupaki, spiningiem na duże gumki lub na żywca spuszczanego z prądem rzeki. Szczupaki czają się przede wszystkim pod przybrzeżnymi trawami i rosnącymi w spokojniejszych miejscach grążelami. Niektóre chowają się pod pływającymi wyspami, powstałymi ze splątanego zielska. Latem sporo takich wysp spływa rzeką. Największego szczupaka o wadze 9,20 kilograma złowił pięć lat temu Roman Konopek. Cofka elektrowni w Brudnicach jest również dobrym łowiskiem podlodowym. Na mormyszki łowi się tu sporo płoci, okoni i leszczy. Atrakcją są jazie, które – jeżeli wierzyć miejscowemu wędkarzowi – najlepiej biorą na mormyszki pomalowane farbą fluorescencyjną.

Rozlewisko poniżej progu w Brudnicach było do niedawna doskonałym łowiskiem miętusów. Niestety, po remoncie młyna rzeka w tym miejscu się wypłyciła i miętusy zniknęły. Może wrócą tu za kilka lat, kiedy woda z powrotem wymyje głębsze doły. Poniżej Brudnic Wkra jest uregulowana i mało atrakcyjna. Charakteru dzikiej rzeki nabiera dopiero za Bieżuniem, gdzie robi się zdecydowanie głębsza i na powrót meandruje w piaskach Mazowsza.

Wiesław Branowski

Poprzedni artykułSZYBKI GŁĘBOKOŚCIOMIERZ
Następny artykułPOKUSA ZE ZŁOTĄ GŁÓWKĄ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments