poniedziałek, 28 listopada, 2022

SUMY SPOD ZAPORY

Od lat w czasie wakacji jeździmy z tatą na wiślane sumy w okolice Krakowa. Najlepiej łowi się nam przy stopniu wodnym w Przewozie. Dużo tam starych ostróg, opasek i dołów. Jeden z nich to nasze ulubione łowisko dzienne. Kiedy zamierzamy spiningować w nocy, szukamy żerujących sumów na płyciznach, możliwie jak najbliżej zapory.

Bardzo dużo zależy od poziomu wody. Najlepiej, gdy jest on ustabilizowany, ale lekko podwyższony (pracuje elektrownia albo otwarty jest jeden z upustów w Przewozie). Dobre brania są też przy poziomie stabilnym i niskim (elektrownia nie pracuje, upusty są zamknięte). Kiedy poziom wody się zmienia albo jest bardzo wysoki, to na sumy nie ma co liczyć.

Tam, gdzie jest nasz dzienny dół, Wisła ma niecałe 60 m szerokości. Lewy jej brzeg zabezpiecza kamienna opaska. Wzdłuż niej płynie nurt głęboki na 3 – 4 metry. Na prawym brzegu jest kilka krótkich ostróg. Ich rozmyte końce wchodzą w wodę. Dół ma kilkanaście metrów długości i około pięciu głębokości. Rzeka wymyła go za przelewem jednej z ostróg. Na krawędzi dołu i wypłycenia między ostrogami leżą zaryte w piasek potężne czarne dęby. Z powodu tych kłód, w dole nie da się łowić ani z prawego brzegu, ani z ostrogi, bo niemal każdy rzut kończy się zaczepem. Co najmniej jeden konar leży też pomiędzy dołem a krawędzią nurtu, ale z opaski łowić można.

Zależnie od poziomu wody łowimy w tym miejscu wahadłówkami o wadze od 30 do 60 g albo kilkunastocentymetrowymi ripperami z obciążeniem 20 – 30 g. Staję na opasce co najmniej kilkanaście metrów powyżej ostrogi, za którą jest dół. Rzucam na napływ dołu, minimalnie za przelew przez ostrogę, żeby nie zahaczyć o jej podstawę. Po rzucie kabłąk kołowrotka zostawiam otwarty, pozwalam przynęcie swobodnie spływać w dół i opaść do dna. Po kilkunastu sekundach napinam żyłkę i lekko pociągając szczytówką przeprowadzam przynętę w poprzek dołu. Gdy wpadnie w nurt, trzymam ją na napiętej lince, dopóki nie dojdzie do dna koło brzegu. Potem powoli podciągam do siebie wzdłuż opaski.

Najwięcej sumów bierze w samym dole i na pograniczu dołu z nurtem. Zaraz po zacięciu wywlekam zdobycz z zaczepów na otwartą wodę. Nawet gdy sum zacznie spływać z nurtem, to walka z nim jest tam łatwiejsza niż między konarami zatopionych dębów. Nie zdarzyło mi się złowić suma wtedy, gdy przynęta przechodziła przez nurt. Pojedyncze sztuki trafiały się przy podciąganiu błystki albo gumy wzdłuż opaski, zwłaszcza przy podwyższonym stanie wody, kiedy uklejki podchodzą pod brzeg.

W upalne noce sumy lubią polować na płyciznach. Szukamy ich przede wszystkim w pobliżu zapory w Przewozie. Możliwe, że podchodzą tam z pobliskiego ujścia Drwiny. Przeczesujemy kamieniste łachy i wypłycenia na pograniczu nurtu, gdzie jest do półtora metra wody. W takich miejscach najczęściej łowię na pływające woblery. Po rzucie w nurt napinam linkę i przytrzymuję przynętę. Gdy wchodzi na płyciznę i przestaje pracować, podciągam ją skokami. Właśnie wtedy są brania.

Sumy (inne drapieżniki też) czają się na drobnicę na stokach opadających w nurt, na styku rwącej i spokojnej wody. Czasami, gdy się zapędzą na płyciznę, ich żerowanie widać i słychać: wir wody – cmoknięcie – ucieczka rybek. Łowy kończymy zwykle około północy.

Sezon na wiślane sumy trwa nie dłużej niż trzy miesiące. Przez ten czas udaje mi się złowić najwyżej kilkanaście sztuk. Niezbyt dużo, ale to polowanie na wielkie ryby bardzo mnie wciągnęło. Uczę się cierpliwości i wytrwałości, a wyholowanie każdego suma to wielkie przeżycie. No i wreszcie łowię większe ryby niż tata.
Piotr Turyna
Krzeszowice

PODPIS POD ZDJĘCIE
Do łowienia w dołach wybieram przeważnie ciężkie wahadłówki. Błystki kolebiące się na boki są moim zdaniem lepsze od tych, które wpadają w obroty. Przy małym uciągu albo niskim stanie Wisły dobrze się spisują 30-gramowe polskie gnomy „trójki”. Gdy woda jest podwyższona, zakładam 60-gramowe wahadłówki podobne z kształtu do kalewy. W sklepach takich nie ma, kupuję je na targu od Rosjan. Są słabo wygięte, więc żeby dobrze chodziły, dodatkowo je wyklepuję. Z gum stosuję duże rippery (10 – 15 cm). Zakładam je na główki o wadze 15 – 20 g. Największe rippery dociążam systemem własnego pomysłu. Żyletką rozcinam im z przodu brzuszek i wklejam tam rozklepany ołowiany ciężarek ważący 10 – 20 gramów. Dozbrajam je też założoną na hak kotwiczką. Żeby nie spadła,
na kolanku haka wiążę stoper z żyłki.

Poprzedni artykułOD WIELICZKI DO PRZEWOZU
Następny artykułDRAPIEŻNIKI NOCĄ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments