niedziela, 26 czerwca, 2022

GŁUPIE KILKA GRAMÓW

Mam pecha do dużych ryb przyznaje zatroskany łowca. – Biorą mi w nieodpowiednim momencie. Trzy lata temu też pojechałem nad Mietków. Akurat rozgrywano tam ogólnopolskie zawody w spiningu. Sam nie startuję, ale lubię popatrzeć na nowe przynęty, sprzęt, czasem można też usłyszeć coś ciekawego. Wtedy mistrzom spiningu nie szło najlepiej, wyniki mieli mizerne. Ja złowiłem sandacza o wadze 9,50 kg. No i stało się! Ktoś zrobił mi zdjęcie, zresztą nie protestowałem, bo próżność wzięła górę. Następnego dnia w pracy przywitał mnie sam kierownik. Pokazał gazetę, a w niej moje zdjęcie z uradowaną facjatą i rybą na rękach. – W zwolnieniu lekarskim było napisane „leżeć”! – wykrzyknął ze złością. Wyleciałem z pracy, co boleśnie odczuła moja rodzina.

Pracę znalazłem dopiero po kilku miesiącach, założyłem także własny interes. Na wypady nad wodę zaczęło brakować czasu. Kupiłem łódź i 8-konny silnik, ale mogłem się nimi cieszyć tylko w weekendy. A w weekendy w Mietkowie łowienia nie ma. Kupa ludzi, wielu z lornetkami, zaraz inni wędkarze podpatrzą, podpłyną. W ubiegłym roku sandacze brały słabo, ale jak już się komuś udało, to sztuka była duża. Zwłaszcza pod koniec sezonu. Ciągle słyszałem opowieści o piątkach, a nawet siódemkach. W grudniu nie wytrzymałem. Skombinowałem dwa dni zwolnienia na korzonki, namówiłem kolegę i jazda na ryby.

Na wodzie byliśmy skoro świt. Zaczęliśmy od naszego jesiennego bankowego łowiska przy zaporze, na wysokości dwunastych schodów po prawej stronie. Jest tam ładny stok schodzący z 7 na 12 metrów, na dnie zaczepy, a za dołem spore wypłycenie z zalanymi krzakami.
Sandacze łowię przeważnie na białe gumki, ale w Mietkowie rano rzadko biorą, ich pora zaczyna się o godz. 10. Na początek dnia założyłem więc 5-centymetrowe kopyto na 8-gramowej główce.

Czerwone, bo w ten kolor lubi uderzyć szczupak. Była 7.30, kiedy rzuciłem gumkę przed siebie i poprowadziłem ją pod górkę. Jeden, dwa, trzy obroty korbką i szybsze podciągnięcie szczytówką. Atak nastąpił gdzieś na ósmym metrze. Od razu wiedziałem, że to okoń, bo uciekał, nie dawał się podciągnąć pod łódź, szarpał się na boki. Nie ze mną takie numery, więc go zdecydowanie przystopowałem (łowiłem na plecionkę). Po kilku minutach był przy łodzi. Wtedy trzasnęła szczytówka, akurat przy łączeniu, i zsunęła się po żyłce do wody. Kręciłem jednak dalej i wyholowałem okonia bez większych problemów.

Był brzydki, omszały i przekrwiony, jak wyjęty z wody duży leszcz. Zresztą przypominał leszcza, bo był mocno wygrzbiecony. Miał nieproporcjonalnie mały łeb, ledwo widoczne, zanikające paski i wielki brzuch.

Błyskawicznie przy naszej łodzi znaleźli się wędkarze z Jeleniej Góry, znajomi znad wody, których w Mietkowie często spotykamy. Sądzili, że wyholowałem sandacza. Na widok okonia aż cmoknęli z zachwytu. Podręczna waga pokazała 3,60 kg z kawałkiem (na elektronicznej wadze w sklepie było potem 3,68 kg). Pogratulowali rekordu Polski, który ich zdaniem pobiłem zaledwie o kilka gramów. To zaważyło na mojej decyzji. Nie będę nadstawiać karku dla głupich kilku gramów! Jeśli zgłoszę okonia do jakiegoś wędkarskiego pisma, w pracy się dowiedzą, że zamiast leżeć w łóżku łowiłem ryby.

To się znów może skończyć zwolnieniem. Gdybym wtedy wiedział, że największy polski okoń jest o blisko kilogram lżejszy od mojego, pewnie podjąłbym ryzyko. Chociaż… Takich okoni jak mój, też złowionych w Mietkowie, widziałem już kilka. Gdy parę lat temu byłem nad Nysą Kłodzką, pewien wędkarz wyciągnął garbusa o kilo większego. On się nim nie pochwalił, więc dlaczego ja miałbym się chwalić moim?

Spłynęliśmy z wody w południe, kolega spieszył się do pracy. Na rybim mięsie mi nie zależy, rzadko zabieram je do domu. Zamierzałem okonia dać właścicielowi przystani, w której trzymam łódkę. Niech pokaże innym wędkarzom, jakie tu są ryby. Pech, odjechał nam dosłownie sprzed nosa, widzieliśmy na drodze jego samochód. Przywiozłem więc okonia do domu. Nikt go nie chciał, bo „taki stary i brzydki”. W końcu żona zrobiła go w galarecie. W tłoku uszedł.

Wiesław Branowski

Poprzedni artykułMAGIA BROKATU
Następny artykułODLEGŁOŚCIÓWKA Z PIOTREM RAKSIMOWICZEM

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments