czwartek, 8 grudnia, 2022
Strona główna Grunt OWOCE NA HACZYKU

OWOCE NA HACZYKU

Przy okazji kleni łowię czasem pstrągi i lipienie, być może więc tajemnica skuteczności porzeczek kryje się w ich podobieństwie do ziaren ikry.

Na podgórskich rzekach kleniowi trzeba przynętę podawać z dużej odległości i koniecznie pod prąd. Taka jest reguła przy metodzie przepływankowej. Klenie omijają szybki nurt i zajmują głębokie, spokojne płanie.

Na płani potrafi żyć kilkanaście większych i kilkaset mniejszych ryb. Uciekają w bystrze tylko wtedy, kiedy się je przepłoszy. Żeby się do nich dobrać, nie wystarczy zwyczajowe spławianie przynęty w dół rzeki. Tym sposobem złowi się jednego klenia, często małego, a resztę stada wypłoszy. Łowiąc od dołu zachodzę ryby „od ogona”.

Przynętą, której używam najchętniej, są czerwone porzeczki, które mają sporo zalet. Są tanie i łatwo dostępne. Są też jaskrawoczerwone, a ten kolor kleń bardzo lubi. Łatwo się nimi nęci, a na całodzienną wyprawę wystarczy zabrać półkilową torbę owoców.

Na haczyk zakładam zawsze jedną dużą porzeczkę, przekłuwając ją od strony czarnego łepka, bo wtedy najlepiej się trzyma. Porzeczki owocują tylko od maja do września. Gdy ich jeszcze nie ma, można klenie łowić na czereśnie. Nie trzeba ich drylować, a łowi się nimi podobnie jak porzeczkami.

Wystrzeliwuję z procy garść pojedynczych owoców tak daleko w górę rzeki, jak tylko się da. Porcję zanęty dzielić trzeba na kilka części i strzelać nimi co kilkanaście sekund, żeby owoce nie spływały w zwartej masie, tylko rozproszone, pojedynczo, przez dłuższy czas.

Zauważyłem, że spływające luzem owoce prawie zawsze toczą się nad dnem. Żeby przynęta na haczyku niczym się nie wyróżniała, grunt ustawiam mniej więcej w pół wody.

Wędkę zarzucam możliwie daleko w górę rzeki. Jeśli pozwalają na to warunki, kładę zestaw na płyciźnie i dopiero później ściągam go we właściwe miejsce.

W czasie spływania zestawu przez cały czas staram się utrzymać żyłkę lekko napiętą i uniesioną nad powierzchnię wody. Zaciętą rybę holuję ostro w dół rzeki i dopiero tutaj pozwalam jej się wyszaleć. Po złowieniu klenia przesuwam się o kilka kroków pod prąd. Jeśli brania nie było, ściągam zestaw do siebie dopiero wtedy, gdy spłynie poniżej mojego stanowiska.

Piotr Ziętek, Kraków

Poprzedni artykułDRAPIEŻNIK BARDZIEJ DRAPIEŻNY
Następny artykułPOTYCZKA Z SUMAMI

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments