wtorek, 27 września, 2022
Strona główna Grunt KARP NA UPATRZONEGO

KARP NA UPATRZONEGO

Długotrwałe nęcenie łowiska bardzo pomaga w łowieniu karpi, a przy polowaniu na okazałe sztuki jest wręcz nieodzowne. Jednak niewielu wędkarzy może przez kilkanaście dni zjawiać się codziennie na łowisku, by wrzucić do wody wiaderko paszy lub kulek proteinowych. Czy nie ma innego sposobu? Oczywiście jest, są bowiem takie miejsca, które karpie i tak regularnie odwiedzają. Latem najpewniejsze są skupiska roślin.

Skrzyp bagienny porasta brzegi stawów oraz niektórych, zwykle czystych jezior. Spośród wędkarzy mało kto zwraca uwagę na te piękne rośliny. Trudno przecież uwierzyć, że wśród takiej gęstwiny i w wodzie sięgającej ledwie do kolan może pływać jakakolwiek większa ryba. Jednak wbrew pozorom nie zawsze jest tam tak płytko, bo jeziorowe skrzypy wypuszczają pędy długie nawet na dwa metry, a na takiej głębokości można się spodziewać okazałej zdobyczy, na przykład dużego karpia.

Karpie lubią wpłynąć w łany skrzypu w upalne dni. Pośród tej gęstwiny znajdują cień oraz pożywienie, gdyż na łodygach roślin jest wiele drobnych ślimaków, pijawek i przeróżnych larw owadów, a na dnie małży i raków. Baczny obserwator łatwo zauważy poruszające się skrzypy (znak, że potrącają je ryby), a gdy przysiądzie nad brzegiem cicho jak trusia, dostrzeże z czasem cienie karpi spokojnie pływających przy powierzchni wody.

Garstkę puszkowej kukurydzy rzucam na dno tam, gdzie widzę potrącane przez ryby rośliny. Po chwili w tym samym miejscu umieszczam haczyk z jednym ziarenkiem. Wędkę mam prostą: teleskop 4,20 m, kołowrotek z żyłką 0,20 mm bez przyponu, na końcu haczyk numer 6 lub 8. Jeśli chcę rzucić dalej niż pozwala na to nieobciążony zestaw, to 15 centymetrów powyżej przynęty zaciskam na żyłce jak najmniejszą śrucinę. Spławika nie stosuję, bo uderzając o wodę mógłby spłoszyć ryby, ponadto, jak dowodzi praktyka, bardzo często łapie się nim zaczepy.

Kiedy wszystko przebiega cicho i bez zakłóceń, branie następuje natychmiast po zarzuceniu przynęty. Żyłka, dotąd swobodnie leżąca na roślinach, napręża się, a ja nie mam wątpliwości, że to jest branie, więc błyskawicznie zacinam. Karp zrywa się do gwałtownej ucieczki, gra hamulec kołowrotka. Bez obawy, ryba nie wplącze się w zielsko i nie zerwie zestawu. Skrzyp jest bardzo kruchy, nawet cienka żyłka tnie go niczym żyletka. Niebezpieczeństwo jest inne.

Karp klucząc w labiryncie roślin potrafi wysnuć z kołowrotka 50 metrów żyłki, a znaleźć się dwa metry od wędkarza. Wcześniej nie sposób rozszyfrować drogi jego ucieczki, bo żyłka, oplatając się wokół łodyg skrzypu, cały czas jest naprężona, no i ciągle się wysnuwa. Jeśli dojdzie do takiej sytuacji, błyskawicznie skracam żyłkę, cofam się od brzegu (o ile to możliwe) i równocześnie kręcę kołowrotkiem. To skutkuje, na długiej żyłce można wyciągnąć z zielska każdego karpia.

Z łanów skrzypów bagiennych rosnących w kartuskich i mazurskich jeziorach wyłowiłem wiele ładnych karpi, a także linów, które często okazywały się od nich szybsze. Finał tych połowów był zawsze taki sam. Wędkarze mnie wyśledzili, wpływali w zielsko, coś tam wrzucali, próbowali łowić. Łowisko psuli na długie dni, nie zadając sobie trudu, by dociec istoty rzeczy.

Jarosław Gusman

Karpie bardzo często widujemy pośród rozpostartych na wodzie liści grążeli. Pływają sobie spacerkiem w korytarzach wolnej wody, wygrzewają w słońcu, wyskakują świecą nad wodę i oczywiście żerują, korzystając z obfitości wszelakiego pokarmu znajdującego się na dnie, roślinach lub na powierzchni wody. Latem wędkarze jednak omijają te miejsca, nie widząc najmniejszego sensu zarzucania wędki w gęstwinę roślin. Karpie w zielsku czują się więc bezpiecznie, tak bezpiecznie, że…

Wędkowanie pomiędzy twardymi łodygami grążeli nie jest łatwe. Przynętę należy celnie lokować w oczkach czystej wody, istnieje też duże ryzyko zaczepu i zerwania zestawu. Hol musi być szybki, zdecydowany, wręcz siłowy, inaczej ryba zaplącze się w zielsko i zerwie żyłkę. Wszystko to każe użyć przesadnie mocnej wędki. Karpie w swoim królestwie czują się tak pewnie, że nie zwracają uwagi na taki szczegół jak żyłka „czterdziestka” lub plecionka o średnicy 0,20 mm.

Gruba linka może je zniechęcać na czystym dnie, ale nie tutaj, gdzie w plątaninie roślin co rusz ocierają się o kłącza, łodygi i liście. W liściach grążela najczęściej łowię na zestaw spławikowy, który może wygląda pokracznie, bo na lince o wytrzymałości blisko 12 kilogramów zawieszam przelotowo zaledwie 4-gramowy spławik z długą antenką, wyważony jedną śruciną zaciśniętą 10 centymetrów powyżej haczyka. Na tym jednak łowisku taki zestaw jest niezawodny. W grążelach woda jest zawsze spokojna, więc nie ma potrzeby stosowania cięższego i, co za tym idzie, mniej czułego zestawu, natomiast użycie przelotowego spławika chroni przed zaczepem, tak samo jak brak przyponu. Po zarzuceniu wędki w prześwit pomiędzy roślinami, ściągam żyłkę i napinam „na ostro”. Wysoko stercząca antenka jest dobrze widoczna i zapewnia doskonałą sygnalizację brań.

O świcie łowię z dna, ale wraz z postępującym dniem zmniejszam grunt i umieszczam przynętę coraz wyżej, przesuwając ciężarek nieco do góry. Karpie, kiedy słońce zaczyna mocno grzać, podchodzą pod powierzchnię wody i wyjadają małe ślimaki przyczepione do spodniej strony liści grążeli.

Moją ulubioną przynętą na grążelowe karpie jest ciasto z chleba i ziemniaka. Lepię z niego kulki wielkości czereśni – dość twarde, by nie zainteresowały drobnicę i w wodzie zbyt szybko się nie rozmokły. Łowisko nęcę niewielką ilością rozmoczonego chleba wymieszanego ze żwirem, który pozwala zatopić kule.

Zacinam, gdy spławik się zanurzy albo gdy widzę, że karp pochwycił przynętę. Natychmiast zaczynam holować. Karpiowi nie wolno popuścić nawet centymetra (po to jest gruba linka), bo od razu da nura w zielsko, skąd wyciągnąć go będzie niezwykle trudno. Rybę na siłę wywlekam na powierzchnię wody i szybko przyciągam do brzegu. Wykorzystując do końca zaskoczenie można w ten sposób wyholować naprawdę duże sztuki. Jeden warunek – hamulec kołowrotka ustawiony na granicy wytrzymałości wędziska i żyłki. I żadnego luzu.

Olgierd Misztalski

Poprzedni artykułNA SKÓRKĘ…
Następny artykułDOŚWIADCZENIE WARTO WYKORZYSTAĆ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments