niedziela, 23 stycznia, 2022

PIJAWKA

W sezonie pstrągowym jestem nad Dunajcem co najmniej dwa razy w tygodniu. Najczęściej łowię na górnym odcinku pomiędzy Nowym Targiem a Hubą. Niestety, dużych pstrągów jest niewiele. Takie ponad 40-centymetrowe to jeszcze można wyciągnąć – no, czasami pod 50 cm, ale to wszystko.

Najlepszą porą na grubego potoka jest marcowy przełom pomiędzy zimą a wiosną, kiedy już nie ma mocnych mrozów, a jeszcze nie nadeszła wiosenna powódź zbierająca lód z rzeki. Nie ma co wstawać zbyt wcześnie, bo najlepiej biorą gdzieś tak od dziesiątej do czternastej. Najlepiej przy słoneczku. Każde ocieplenie to sygnał, że pora nad wodę.

Pstrągi po zimie są jeszcze leniwe, ale już w miarę dobrze żerują, większość brań to mocne, zdecydowane szarpnięcia. Stanowiska ryb w rzece zależą od stanu wody, ale trzeba ich szukać w miejscach głębokich, o wolniejszym nurcie. Typowe ostoje to spokojne głęboczki ze wstecznym nurtem, dziury podmyte pod brzegiem i kamienne opaski. Zbyt czysta i za niska woda nie jest dobra. Wtedy na pstrągi jest szansa tylko w najgłębszych dołach. Najlepiej, jak rzeka zaczyna się “ruszać”, wtedy rusza się także ryba i można ją trafić na całej wodzie. W takich warunkach bardzo obiecujące są ujścia wszelkich potoczków.

Idealne przynęty na takie warunki to wszelkie imitacje pijawek. Właśnie pijawki masowo znajdowane w żołądkach pstrągów to dla mnie znak, że nadchodzi wiosna. Na Dunajcu, poza rójką owadów, jest to okres najlepszych brań. Właściwie są dwie metody do wyboru: Jedna to schodzenie w dół rzeki ze streamerem i czesanie wody miejsce po miejscu, a druga to znalezienie głębokiego dołka i solidne obrobienie go cięższą nimfą. Szkoda mi lipieni, więc żeby nie kusić losu, w marcu i kwietniu ograniczam stosowanie nimfy do minimum, a o ile tylko się da, łowię na streamera. Lubię streamerki raczej nie za duże, nr 6 – 4. Kolory przynęt stonowane. Lubię muchy z jakimś czarnym akcentem. Przeważnie są to imitacje rybek i puchowczyki – pijawki.

Rzucam zwyczajnie, pod przeciwległy brzeg lub trochę niżej i robiąc nadrzut poprawiam linkę, żeby muchy zeszły jak najgłębiej. Jedyne, co wyróżnia marcowe łowienie to wolne tempo ściągania przynęty. Im chłodniej, tym wolniej.

Kiedy jest mróz i zamarza linka, to wcale jeszcze nie znaczy, że trzeba się zbierać do domu. Przechodzę wtedy na nimfę i łowię ze stałym odcinkiem wysnutej linki. Taki zestaw jest niewrażliwy na mróz. Nimfę prowadzi się najkrócej jak tylko rzeka pozwala. Zakładam wtedy nimfy dużo większe niż w innych porach roku – takie “kobyłki” nr 4. Raz, że lipieniowi trudniej je zjeść, a dwa, że łowi się wtedy raczej grubsze pstrągi. Tak przynajmiej wynika z moich obserwacji. Nimfy powinny być dość ciężkie, w kolorach stonowanego brązu, czerni i szarości, podobnie jak streamery.

mówił Marek Jarzmik
notował Jarosław Kurek

Poprzedni artykułOSTATNIE „MUZYKI”
Następny artykułKTO JEST WROGIEM PŁOCI

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments