czwartek, 27 stycznia, 2022

WYMIAR ROZSĄDKU

Warunki środowiskowe wywierają bardzo silny wpływ na to, jak szybko ryby rosną i jakie osiągają rozmiary. Dostatek pokarmu, miejsc dogodnych do odbycia tarła i kryjówek chroniących przed drapieżnikami – od tych czynników zależy, ile ryb zamieszkuje dany akwen i jakie szanse ma wędkarz na złowienie okazu dającego mu satysfakcję.

Większość gatunków ryb odznacza się dużą plastycznością środowiskową, to znaczy umiejętnością dopasowania swoich zachowań do warunków, w jakich im przyszło żyć. Dzięki temu są w stanie przetrwać i tworzyć stabilne, często nawet liczne populacje w warunkach nie zawsze całkiem dla nich korzystnych. Dla przykładu: niedostatek pokarmu powoduje, że ryby rosną wolniej. Z pewnością nie cieszy to użytkowników wody, ale rybom jest to raczej obojętne. Bo dla nich, instynktownie, jest najważniejsze, żeby gatunek trwał, to znaczy zawsze miał możliwości rozmnażania się.

W trudnych warunkach środowiskowych ryby szybciej osiągają dojrzałość płciową. To sprawia, że do rozrodu przystępują osobniki znacznie mniejsze niż zwykle. W mniejszej rybie mieści się oczywiście mniej ikry, co oznacza mniej potomstwa, a w przyszłości mniej konkurentów tego samego gatunku do ubogiego stołu. Samice pstrągów potokowych żyjących w najmniejszych, wysokogórskich potokach, przystępują do tarła mając 12 cm. Samce są jeszcze mniejsze (8 cm). Miniaturowe ikrzyce często składają zaledwie kilkanaście ziaren ikry, podczas gdy płodność pstrągów żyjących w większych rzekach jest sto razy większa!

Konkurencja o pokarm to jeden z najważniejszych czynników wpływających na wzrost i rozmiary ryb. W skrajnych warunkach prowadzi ona do tego, że ryby karłowacieją. Dzieje się tak bardzo często w akwenach, w których nie prowadzi się racjonalnej gospodarki. Sztandarowym tego przykładem są skarłowaciałe leszcze lub hordy małych okoni okupujące źle eksploatowane zbiorniki zaporowe.

Rozmaite są metody powstrzymywania niekorzystnych procesów zachodzących w łowiskach. Między innymi służy temu wprowadzanie wymiarów ochronnych dla poszczególnych gatunków. Jednym ze sposobów dbania o konkretną populację jest ustanawianie tak zwanego wymiaru ochronnego. Ryb, które tego wymiaru nie osiągnęły (są krótsze), odławiać nie wolno. Dzięki temu stwarza się możliwość odbycia w życiu przynajmniej jednego tarła. To ograniczenie powinno zagwarantować przetrwanie gatunku, a nawet wzrost jego liczebności. Druga metoda ochrony to limity ilościowe. Określają one, ile ryb danego gatunku można zabrać z łowiska. Wydawać by się mogło, że konsekwentne stosowanie obu tych ograniczeń zapewni rybom ochronę, a wędkarzom satysfakcję. Często jednak, z dość prostego powodu, przynosi to skutki dokładnie odwrotne. Ryby tego samego gatunku, żyjące w rozmaitych akwenach, przystępują do tarła mając różny wiek i różną wielkość. Ustalanie dla nich jednolitego wymiaru ochronnego nie ma zatem większego sensu.

Ryby żyjące w sprzyjających warunkach rosną szybko i często przekraczają wymiar ochronny jeszcze zanim osiągną dojrzałość płciową. Skutek jest taki, że wędkarze, łowiąc zgodnie z prawem ryby wymiarowe, ale niedojrzałe, unicestwiają wiele potencjalnych tarlaków. Jest pewne, że w takim akwenie liczebność tego gatunku gwałtownie spadnie. Mamy tu też do czynienia z dodatkową szkodą. Ambicja każe wędkarzom łowić przede wszystkim ryby największe, a najczęściej są to osobniki, które rosły najszybciej. Mogłyby one przekazać tę cenną cechę swojemu potomstwu, ale nie zdążą, bo urosły zbyt wcześnie, no i zostały wyłowione.

Tam, gdzie ryby danego gatunku rosną znacznie wolniej – zwłaszcza w łowiskach, w których zaczęły dominować osobniki skarłowaciałe, bo jest ich tak wiele, że wszystkim nie starcza pokarmu – wymiar ochronny jest z reguły za duży. Powoduje to, że małe, szybko dojrzewające okazy przystępują do tarła nim jeszcze ten wymiar osiągną. W rezultacie łowisko ulega jeszcze większej degradacji, a limit ilościowy dodatkowo ten proces potęguje. Małych, skarłowaciałych ryb jest bowiem coraz więcej, a łowić ich nie wolno, bo nie mają wymiaru.

Jak każde narzędzie, wymiar ochronny powinien być stosowany rozsądnie. Należałoby go ustalać indywidualnie, jeżeli nie dla wszystkich łowisk, to przynajmniej dla tych najważniejszych i najbardziej przez wędkarzy eksploatowanych. W pierwszej kolejności powinno to dotyczyć akwenów, w których łowi się dużo ryb. Istnieje bowiem spore niebezpieczeństwo, że obowiązujące tam wymiary ochronne są zbyt niskie i powodują wyławianie ryb najcenniejszych, szybko rosnących. Często podniesienie wymiaru o 2 – 3 cm może zdecydowanie zwiększyć szanse ryb na odbycie choćby jednego tarła w życiu.

Co najmniej równie ważne jest ustalenie prawidłowych wymiarów ochronnych i limitów połowu w łowiskach, w których zaczęły dominować ryby skarłowaciałe. Te ograniczenia powinny zostać ustalone na takim poziomie, żeby zmniejszyło się zagęszczenie ryb, bo to ono jest przyczyną nadmiernej konkurencji o pokarm i spowolnienia wzrostu. Bez tego nie da się zmienić niekorzystnej struktury wieku i wielkości ryb.
Najlepszym rozwiązaniem, przynajmniej w większości przypadków, byłoby wprowadzenie tak zwanych widełkowych wymiarów ochronnych. Określałyby one dolną i górną granicę długości ryb, które można by złowić i zabrać. Dzięki temu wędkarze musieliby łowić takie ryby, których jest najwięcej, a niekiedy nawet zbyt dużo. Jednocześnie ryby największe i najszybciej rosnące, będące najcenniejszymi tarlakami, mogłyby w ciągu swego życia odbyć tarło wiele razy. Wędkarzom udawałoby się częściej łowić okazałe sztuki, bo po zmierzeniu, zważeniu i sfotografowaniu wracałyby one do wody.

Żeby w jakimś akwenie ustalać prawidłowe wymiary ochronne i ilościowe limity połowu, trzeba najpierw poznać gatunkowy skład jego ichtiofauny, określić liczebność ryb, tempo ich wzrostu i strukturę wiekową. Trzeba też skutecznie kontrolować, czy użytkownik wody realizuje swoje zobowiązania. Obecnie trudno wiarygodnie stwierdzić, jak wykonuje on zawarte w operatach zalecenia dotyczące, na przykład, zarybień, zarówno co do ilości, jak i gatunków.

Aby wyniki tych badań odpowiadały prawdzie – a tylko wtedy zalecenia ochronne okażą się skuteczne – powinny się nimi zajmować instytucje naukowe, najlepiej uniwersyteckie, niepowiązane z użytkownikami wód i skupione na ochronie przyrody. Wiele takich informacji mogłyby dostarczyć prace magisterskie.

Na razie bez odpowiedzi pozostaje pytanie, jak skłonić właściciela lub użytkownika wody do sfinansowania takich badań. Jest natomiast pewne, że bez stałej i rzetelnej obserwacji ichtiofauny (monitoringu) trudno myśleć o łowiskach pełnych ryb, które będą cieszyć nie tylko wędkarzy, ale i tych, co z obsługi wędkarzy żyją.

Poprzedni artykułPŁOCIE Z ŁÓDKI
Następny artykułPO PROSTU PUPA

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

- Advertisment -

Most Popular

Recent Comments