Nowości Sprzęt

KUPUJEMY ŁÓDKĘ

Łódka musi być bezpieczna i wygodna. Połączenie tych dwóch właściwości to trudne zadanie dla jej konstruktora i producenta. Zwłaszcza że w grę wchodzi tu jeszcze trzeci czynnik: wielkość łódki.

REKLAMA

Doświadczenie w sprawach samochodowych jest wśród naspo stokroć większe. Na ogół samochodów mieliśmy już kilka, a w każdym razie wieloma autami zdarzało nam się jeździć. Znamy poszczególne marki i modele i to, co je różni. Nie za bardzo natomiast wiemy, czym się kierować przy kupowaniu łódki. Najgorsze jest to, że niemal zawsze kupujemy ją na sucho. Nie możemy jej wypróbować na wodzie, a już mowy nie ma, by takiej próbie poddać dwie lub trzy łódki o zbliżonej wielkości i na tej podstawie wybrać dla siebie najlepszą.
Są jednak takie konstrukcyjne elementy łódki, które pozwalają także na sucho ocenić jej przydatność do wędkowania. I tutaj pierwsza uwaga. Nie przejmujmy się za bardzo tym, co nam mówi producent lub sprzedawca, że to łódka wędkarska. To nic nie znaczy, a nawet wprowadza w błąd. Postaram się to krótko uzasadnić.
Jeżeli łowimy ze spławikiem, to kije opieramy zwykle na burcie łodzi. Powinniśmy siedzieć zwróceni do nich twarzą. Żeby w takiej pozycji było zachowane choćby minimum bezpieczeństwa, łódka powinna mieć około 170 cm szerokości. Przecież nie cały czas siedzimy w bezruchu obserwując spławiki. Niekiedy musimy rybę zaciąć. Wtedy dynamicznie odchylamy korpus i wymachujemy obiema rękami w kierunku nieba. Często na łódce nie jesteśmy sami. Wprawdzie ciężar drugiej osoby wzmaga stabilność łódki, bo ona się wtedy głębiej zanurza, ale pojawi się kłopot, jeżeli obaj wędkarze będą zacinać naraz.


Kiedy spiningujemy, sprawa jest prostsza. Najlepiej się to robi stojąc na dziobie, bo tam łódkę trzyma kotwica. Ale jest wiele łódek, w których z dziobu łowić się nie da. Jest on bowiem zabudowany bakistami lub komorami wypornościowymi i nie można tam postawić nóg w lekkim rozkroku. A przecież na chybotliwym pokładzie im szerzej trzymamy nogi, tym nasza pozycja jest bardziej stabilna.
Pierwszą rzeczą, na którą przy kupnie łodzi powinniśmy zwrócić uwagę, jest jej pokład. W wędkarskiej łódce powinien on być prosty jak podłoga w kuchni. Od razu odejdźmy od łódki, której pokład jest odbiciem owalu burt i dna łodzi. I nie słuchajmy żadnych zapewnień, że konstrukcja jest wytrzymała i spokojnie można po niej stąpać, bo nie o to chodzi. Na krzywym pokładzie w ogóle nie da się stać z wędką. Jeżeli będziemy zwróceni twarzą do dziobu lub rufy mając pomiędzy nogami stępkę, to już wkrótce poczujemy uciążliwy ból w kolanach i biodrach, bo nogi będą się nam wykrzywiać w iksy. Kiedy zaś staniemy twarzą do burty, to łódka zacznie się mocno w tę stronę przechylać.
Prosty pokład pozwala nam sądzić, że konstruktor zadbał o to, żeby jego łódka była stabilna. Ale nie jest to do końca pewne. Gdyby bowiem łódkę, która się chybocze, zabudował płaskim pokładem, zwiększyłby jej wywrotność. A niestety, takie łódki też można znaleźć w handlu.
Prosty pokład jest w wędkarskiej łódce konieczny również z innego względu. Wędkarstwo to ogromna ilość tzw. maneli. Kto choć raz łowił z łódki, ten wie, ile ich się plącze pod nogami. Można oczywiście wkładać je do bakist lub do zawieszonych na burcie pojemników, ale i tak pod nogami zawsze będzie leżeć podbierak, pudełko z przynętami i zapasowa wędka. Tylko na prostym pokładzie da się to jakoś ułożyć.


Podczas łowienia i podbierania złowionych ryb najbardziej dokuczliwe dla wędkarza jest to, że łódź się chybocze na boki. W dużej mierze decydują o tym dwa czynniki: kształt łodzi oraz jej waga. Im łódka cięższa, tym się głębiej zanurza, staje się więc bardziej stabilna. Z czytelną formą tego zjawiska mamy do czynienia wtedy, gdy w pojedynkę wędkujemy z łódki mającej około trzech metrów długości. Ma ona wówczas określoną stabilność. Ale kiedy weźmiemy na pokład kolegę, jej stabilność staje się o wiele większa. Burty się głębiej zanurzają, zwiększa się więc powierzchnia zmoczona, a to między innymi stanowi o stabilności. Jednak największy na to wpływ ma kształt łodzi.


Większość łodzi, z jakimi mamy do czynienia, pierwotnie była lub jest przeznaczona do innych celów, chociażby turystyki wodnej, a nie wędkowania. Doskonałym tego przykładem jest tzw. konstrukcja szalupowa (patrz rys.). Taka łódź ma ładny, opływowy kształt. Od razu widać, że będzie lekko szła na wiosłach i dzielnie rozbijała dziobem fale. Bo do tego została stworzona. Jej obłe, coraz bardziej od stępki rozchodzące się burty sprawiają, że nawet znaczny ciężar w jej wnętrzu nie zwiększa wyraźnie zanurzenia. Tak bowiem wyprofilowane burty zwiększają wyporność. Żeby jednak łódka typu szalupowego była stabilna, to przy długości 4,5 metra powinna ważyć około 400 kilogramów. Tymczasem ponadczterometrowe łodzie o kształcie szalupy, jakie oferuje nam handel, ważą od 100 do 140 kilogramów.
Nie oznacza to, że takiej łódki wędkarz powinien unikać. Łatwo się nią przesuniemy przez zielska i trzciny, lekko będzie się wiosłowało. Dobrze pójdzie pod silnikiem elektrycznym, a spalinowy nie będzie musiał mieć wielkiej mocy. To są zalety. Wady zaś są takie, że łódka będzie chybotliwa, źle się będzie nią płynęło przy silnym bocznym wietrze, nie będzie można używać silnika spalinowego takiej mocy, która by pasowała do jej wielkości. Na przykład do czterometrowej łodzi pasuje silnik 10 KM. Ale gdy taki silnik założy się do łódki, która ma wąską rufę, to przy dodaniu gazu dziób wyrwie się do góry, a rufa zatopi.


Szeroki tył łodzi decyduje o stabilności bocznej. Dlatego gdyby ktoś mnie pytał o zdanie, polecałbym taką łódkę, która ma kształt przekrojonej gruszki. Oczywiście nie można założyć, że każda taka konstrukcja będzie udana, ale przy tym kształcie jest na to duża szansa.
Niestety, tu też działa zasada “coś za coś”. Stabilność łodzi musimy okupić dzielnością pływania. Oznacza to, że konstrukcja z szeroką rufą jest stabilna, ale gdy płynie, stawia duży opór. Taka łódka ciężko idzie pod wiosłami, a gdy się chce płynąć szybko, trzeba stosować silnik spalinowy o większej mocy niżby na to wskazywał jej ciężar i wielkość. Jednak przy tej ilości i różnorodności ruchów, jakie wykonują wędkarze (zarzucanie, zacinanie, zmiana wiosłującego, wyciąganie kotwicy, podbieranie ryby itd.) stabilność łódki trzeba stawiać nad wszystkie inne jej cechy.
Cóż jednak z tego, że łódkę mamy stabilną, skoro się w niej niewygodnie siedzi. Największy wpływ na wygodę siedzenia ma wysokość ławeczek, a jeżeli one będą zbyt blisko pokładu, to można sobie pożartować i powiedzieć, że się kolanami uszy pozatyka. Więc przy kupnie zwróćmy uwagę na wysokość burt. Właśnie ich wysokość ma wpływ na dwie rzeczy. Na poziom usytuowania ławeczek oraz na to, czy podczas fali do łódki, od strony dziobu, nie będzie się wlewała woda.


Pamiętajmy, że łódka, jak każdy inny towar, poddana jest regułom rynku. Dzisiaj łatwiej sprzedać towar tani. Producenci łódek też we wszystkim szukają oszczędności. Żeby w łódce o długości trzech metrów zachować wszystkie pożądane parametry (wytrzymałość i solidność konstrukcji, gwarancja kilkuletniej bezawaryjnej eksploatacji), powinno w niej być około 60 kg maty i żywicy. Tymczasem takie łódki tyle ważą w całości, a przecież są w nich różne dodatki, np. sklejka i okucia. Oczywiście oszczędności robi się na takich elementach, jak np. wysokość burt, grubość pokładu, burt i ścianek bakist.
Nowa łódka wygląda zawsze ładnie. Niekiedy jednak już po kilkutygodniowym użytkowaniu wychodzą na jaw mankamenty, które są wynikiem oszczędności materiałowych przy produkcji. Niemal od razu takie niedostatki uwidaczniają się przy dulkach (przyrządy do mocowania wioseł na burtach) i innych okuciach, które są poddane obciążeniom. Co najgorsze, przy kupnie nowej łodzi trudno takie wady dostrzec. Pozostaje więc liczyć na gwarancję lub przed kupnem łodzi zapytać o opinię kogoś, kto już ją kupił wcześniej.
Wiemy już, że przy kupnie należy wybierać łódkę z szeroką rufą, płaskim pokładem i wysokimi burtami, ale jeszcze ważniejsza jest jej wielkość. Mała łódka też może być bezpieczna, ale o wygodzie nie ma wtedy mowy. Natomiast duża łódka to bezpieczeństwo i wygoda, ale też dodatkowy problem. Trzeba mieć przyczepkę i miejsce, gdzie będzie można cały ten zestaw trzymać. Nie wspominam już o cenie zakupu i wszystkich późniejszych kosztach.
Zbyt często widzę niestety, że wędkarze kupują łódki bez rozeznania. Wcześniej nawet nie podejrzewają, z jakimi problemami się zetkną i na co przy zakupie zwrócić uwagę. Spotykam również takich, którzy kupili łódkę, bo była tania. Godzili się na jej mankamenty, ale wkrótce się okazywało, że bardzo dużo kosztuje jej wyposażenie i naprawy i że taniej byłoby od razu kupić coś bardziej odpowiedniego.
Przy kupnie łodzi nawet obyty z tym wszystkim wędkarz może dać się wsadzić na minę, zwłaszcza że wielu renomowanych producentów oferuje wiele różnych modeli. Każdy z nich jest przystosowany do innych celów, nie zawsze wędkarskich, trudno się jednak dokładnie dowiedzieć, do jakich. Zestaw informacji jest nader skąpy. Ot, łódka turystyczno-wędkarska, długość…, szerokość…, zanurzenie…, waga… – i to najczęściej wszystko. Dopiero unijne wymogi sprawiły, że producenci muszą jeszcze zamieszczać na łódkach numer uzyskanego certyfikatu, a przy nim informacje o niezatapialności łodzi, dla ilu ludzi jest przeznaczona i jakiej mocy silnik może być użyty. Ale nawet te dane nic wędkarzowi nie powiedzą o stabilności łódki.
Pozostaje więc najstarszy sposób zgłębiania wiedzy, koniec języka za przewodnika. Trzeba po prostu pytać, jak łódkę oceniają koledzy po kiju. Lepiej wykazać w tej sprawie cierpliwość niż później, siedząc na łódce, cały czas patrzeć, co robi partner, żeby balansować jego ruchy, bo inaczej łódka się wywróci.

0