Ogólne

NA DZIERŻNIE

REKLAMA

O Dzierżnie, krasnopiórach, dafniach i okoniach.

Ponad sześćset hektarów powierzchni ma zbiornik zaporowy Dzierżno, i jak wszystkie mu podobne wody, jest jakby stworzony do łowienia ze środków pływających. Tymczasem po Dzierżnie łódkami można tylko pływać, lecz nie wolno z nich wędkować. Śmigają skutery i motorówki, a wędkarze wydeptują brzegi, z których mają dostęp tylko do niewielkiej części akwenu. Nie wiadomo dlaczego są tak dyskryminowani. To nie jest zbiornik wody pitnej, gdzie najczęściej takie zakazy obowiązują. Odwrotnie, Dzierżno to osadnik śmieci i brudu niesionego przez rzekę Kłodnicę. Chociaż woda w zbiorniku ma dużą przezroczystość, jest brudna chemicznie. Kiedyś Kłodnica była jedną z najbrudniejszych rzek na Górnym Śląsku. Zanieczyszczenia, które przez lata do niej wpływały, osiadły na dnie zbiornika i do dziś tam pozostają.

Znaczną część ścieków spływających kiedyś do zbiornika stanowiła tak zwana spłuczka, czyli woda po myciu wagonów z węglem. Kłodnica niosła więc duże ilości miału węglowego, który osadził się w zbiorniku. Teraz jest wydobywany przez umieszczone na barkach koparki. Podwodna kopalnia nie ma problemu ze zbytem. Miał idzie od ręki, bo jest bardzo czysty, dokładnie przepłukany i wilgotny, więc przy spalaniu bardziej kaloryczny od miału suchego.
Inną ciekawostką Dzierżna jest ogromna ilość dafni (niewielkie skorupiaki). Są też znane jako rozwielitki, a miejscowi wędkarze nazywają je flejami. Woda jest od nich aż gęsta. Na dnie dafni jest tak dużo, że niekiedy można je wyczuć podczas spiningowania delikatnym sprzętem. W Dzierżnie dafnie się łowi (służą do tego wielkie sieci), suszy i sprzedaje jako pokarm dla ryb akwariowych. Zajmuje się tym kilkanaście osób.
Dla wędkarzy Dzierżno jest chimeryczne. Jednego dnia ryby biorą aż miło, a nazajutrz zupełna klapa. Kilka razy koledzy mnie prosili, żeby im pokazać, gdzie ryby dobrze biorą. Akurat nałowiłem okoni, więc na drugi dzień poszliśmy w to samo miejsce, a tu zimny prysznic: ani jednego brania. Ryby odpływają od brzegu poza zasięg rzutu i wtedy nie można się do nich dobrać.
Spiningowy sezon zaczynam w kwietniu od łowienia wzdręg. Okonie mają tarło, zostawiam je więc w spokoju do połowy maja. Krasnopiórki łowię w płytkich zatoczkach. Brzegi są w nich porośnięte trzcinami. Trzcinowisk w ogóle w Dzierżnie jest niewiele, ale przy tych nielicznych jest sporo ryb.
Wzdręga jest bardzo wymagająca. Wymaga sprytu, siły, wytrzymałości i cierpliwości, nie wspominając o odpowiednim sprzęcie i przynętach. Te wymagania to jeden z powodów, dla których lubię je łowić. W katowickim okręgu jestem kojarzony z łowieniem ich na spining, bo to dzięki krasnopiórom wygrywałem zawody. Kto nie dawał mi rady, zaraz protestował, że krasnopiórki powinno się wyłączyć ze spiningu, bo to ryby dla grunciarzy. Gadania wiele, złej krwi jeszcze więcej, ale takich, co się na tym nie znają, słowami nie przekonasz. Mówię wtedy: “Spróbuj, zanim zaczniesz gadać”. Kiedyś zaprosiłem na wspólne wędkowanie gwiazdę górnośląskiego spiningu. Dałem mu swoje przynęty i pokazałem, jak z nich korzystać. Chociaż cały czas patrzył mi na ręce, złowił dwie wzdręgi, a ja trzydzieści. Przekonał się. Później siedział cicho, kiedy temat wzdręg poruszano na odprawie przed zawodami.


Polubiłem wzdręgi z prostego powodu – w górnośląskich akwenach jest ich dużo, a drapieżników mało. W tym roku wzdręgi pozwoliły mi zdobyć puchar “Wędkarza Polskiego”. Zawody były rozgrywane na Jeziorze Bytyńskim blisko Poznania, ale wykorzystałem tam doświadczenia z łowisk górnośląskich.
Teraz krótko o wzdręgach. Na wiosnę najpewniejszą na nie przynętą są najmniejsze twisterki w różnych odcieniach czerwieni. Zakładam je na główki ważące od 0,8 do 1,2 g. Wzdręgi najchętniej atakują przynęty wolno opadające. Dlatego w czasie prowadzenia staram się, by opadały jak najdłużej, na przykład podnoszę kij wysoko nad głowę. Kiedy mikroprzynęta opadnie na dno, podnoszę ją i ponawiam manewr z kijem. Tym sposobem przez długi czas utrzymuję przynętę w toni. Przy tym łowieniu długie wędzisko się nie sprawdza, bo prowadzenia przynęty jest mało, a samo łowienie bardzo męczy ręce.
Duże znaczenie ma kierunek rzutów. Wzdręgi mają taką naturę, że lubią przebywać w trzcinach. Dlatego najlepsze wyniki dają rzuty równoległe do pasa trzcin, bo podczas prowadzenia przynęta jest cały czas we wzdręgowej strefie. W Dzierżnie łowię sztuki ważące do pół kilograma. Na wiosnę częstym przyłowem są dwa razy większe karasie srebrzyste.
W połowie maja wzdręgi i karasie opuszczają płytkie zatoczki, wtedy przenoszę się na pierwszy podwodny stok. Tam jednak nie łowię już wzdręg, bo nadszedł czas okoni.
Dzierżno powstało na pożwirowych wyrobiskach, które nadal, choć są od wielu lat zalane, zachowały strome i piaszczyste stoki. Ich krawędzie znajdują się na głębokości pięciu metrów, a jeszcze parę metrów niżej rozpościerają się szerokie półki.


Tutejsze okonie żerują chimerycznie, a winne temu są dafnie, ich podstawowy pokarm. Wodne prądy noszą je po całym zbiorniku, w ślad za nimi wędrują okonie. Gdy więc dafnie są przy brzegu, można liczyć na dobry połów okoni, lecz kiedy prąd wody dafnie od brzegu odsunie, znikają także garbusy. Tutejsze okonie prawie nigdy nie przebywają przy dnie, najczęściej stoją 2 – 4 m nad nim. Żeby je znaleźć, prowadzę przynętę w toni krótkimi skokami. Precyzyjne łowienie ułatwia mi krótki kij. Używam dwumetrowej wklejanki. Każdy kontakt ryby z przynętą pokazuje mi szczytówka.
Najłowniejszą przynętą okoni są tutaj 3-centymetrowe twistery w kolorze o handlowym symbolu EV. My nazwaliśmy je kameleonami, bo są brązowe, kiedy się na nie patrzy z góry, a pod światło fioletowe. Kiedyś nawet “Wędkarz Polski” pokazywał te twisterki przy artykule o tym, jak ryby widzą pod wodą i na co wędkarze powinni zwracać uwagę przy dobieraniu barwy miękkich przynęt do łowiska. Kameleony zakładam nawet na główki 5-gramowe. To pozwala na daleki wyrzut, a potem na dokładną kontrolę nad przynętą, która swoją wagą dobrze napina żyłkę.
Skuteczne są także różne odcienie motor-oil, a niekiedy okonie najlepiej biorą na twistery z niebieskim lub fioletowym korpusem. Może dlatego, że przypominają im cierniki, które są ich drugim po dafniach pokarmem. W Dzierżnie są ogromne stada cierników, które trzymają się płytkiej wody. Co jakiś czas okonie urządzają na nie zbiorowe polowania. Warto wtedy być nad wodą, żeby się napatrzeć na żerujące garbusy i wyciągać jednego za drugim. Przynęta i sposób prowadzenia nie ma wówczas większego znaczenia.
Lato to najgorszy okres na wędkowanie w Dzierżnie. Woda ma dużą przejrzystość, brzegi są przeważnie piaszczyste, więc chętnych do plażowania i kąpieli jest wielu. Do tego łodzie, wyścigi na wodzie, to wszystko odbiera chęć na wędkowanie. Przyjemne połowy zaczynają się znów po wakacjach i trwają tak długo, dopóki okonie są w zasięgu rzutu. Czasem to trwa do zimy, ale przeważnie odchodzą już w listopadzie.

W Dzierżnie są też szczupaki. Nie ma ich wiele, ale są dorodne. Ich podstawowym pokarmem są okonie, dlatego na wędkę trafiają najczęściej właśnie przy łowieniu okoni. Rzadko je wyciągam, bo zaraz po braniu przecinają żyłkę. Niektóre holuję dłużej, ale delikatny okoniowy zestaw i tak nie pozwala mi tego pojedynku wygrać.
Z białych ryb oprócz wzdręg i karasi srebrzystych w Dzierżnie jest też dużo karpi. Znajomi karpiarze twierdzą, że pod tym względem jest to jeden z najlepszych zbiorników w Polsce i że dobrze biorą jesienią, nawet po pierwszych przymrozkach. W październiku moi znajomi przez tydzień złowili 14 karpi, każdy ważył ponad 10 kg.
Zbiornik Dzierżno Duże należy do katowickiego okręgu PZW, opiekuje się nim koło wędkarskie nr 13 z Gliwic. Woda jest dobrze pilnowana i kontrole są dosyć częste, więc przepisów łamać nie warto, zwłaszcza że ryby i tak nie nadają się do jedzenia.

Zbiornik Dzierżno Duże, zwany też Jeziorem Rzeczyckim, powstał w 1964 roku po spiętrzeniu Kłodnicy. Na zalanej powierzchni znajdowały się dwa duże wyrobiska żwiru i piasku. Między nimi jest grobla, obecnie mocno rozmyta.
Zbiornik znajduje się na obszarze należącym do Gliwic, Pyskowic i Rudzińca. Nazwa pochodzi od Dzierżna, dzielnicy Pyskowic. Zasila go Kłodnica i w niewielkim stopniu woda z Kanału Gliwickiego. Nadmiar wody z tego kanału wlewa się do zbiornika przez regulowany jaz w północnym wale. Zbiornik zasilają również niewielkie potoki Rzeczycki i Kleszczowski. Woda ze zbiornika trafia do Kanału Gliwickiego, który na odcinku między Dzierżnem a Pławniowicami ma wspólne koryto z Kłodnicą.
Powierzchnia zbiornika wynosi 615 ha, długość 5,8 km, maksymalna szerokość 1,5 km.
Główne zadania Dzierżna to poprawa warunków żeglownych na Kanale Gliwickim i ochrona przed powodzią. Ponadto pełni funkcję naturalnego osadnika i oczyszcza wody Kłodnicy, jest też ostoją ptactwa wodnego. Wahania stanu wody są tu ogromne, dochodzą do dziewięciu metrów. Woda jest przejrzysta, ale dużo w niej rozmaitych toksyn. Tylko nieliczni wędkarze zjadają złowione tu ryby. Większość uważa, że ryby z Dzierżna śmierdzą, a niektórzy żartują, że nawet świecą.

0