Nowości Obfite połowy

OKONIE W JEZIORZE

Kiedyś, ale nie tak całkiem dawno, okonie w jeziorach tępiono jako niepożądany chwast. Skutek był taki, że już w latach pięćdziesiątych ich rybackie odłowy się kompletnie załamały.

Żadnych innych naszych jeziorowych ryb taki kryzys nie dotknął tak wcześnie. Dziś, żeby znaleźć i złowić porządnego, dużego garbusa, trzeba się go mocno naszukać.

Do niedawna za najlepsze łowiska okoniowe uznawano głębokie jeziora sielawowe.

W rzeczywistości odnosiło się to tylko do ich najpłytszych, osłoniętych zatok. W jeziorze sielawowym woda jest zimna, lód trzyma się długo, więc okres intensywnego żerowania okoni jest tam krótki. Są to bowiem ryby, które lubią ciepło. Najbardziej odpowiada im temperatura 15-18 stopni. A przy tym rosną wolno, więc w nieodpowiednich dla siebie warunkach najczęściej nie dożywają dorosłego wieku. Wcześniej zostają wyłowione.

Legendarnym łowiskiem okoni jest też rzekomo każde małe jezioro śródleśne.

Wielu zapaleńców marzy o tym, by taką otoczoną lasami wodę odkryć dla siebie. Nawet tych, którym się to udaje, czeka jednak zawód. W takich jeziorach okoni może być faktycznie dużo, ale innych ryb jest za mało. Okonie więc nie mają co jeść lub jedzą nie to co trzeba. Medalowych okazów nie warto wśród nich szukać, a gdyby się nawet jakieś uchowały, to padną ofiarą kłusowników, którzy takie wody, oddalone od ludzkich siedzib, niemiłosiernie plądrują.

W obecnym stanie rzeczy najlepsze dla okoni są jeziora rozległe, ale niezbyt głębokie, do 10-20 metrów.

Rybacy nazywają je jeziorami leszczowymi. Dla nas najbardziej obiecujące są te, które mają pofałdowane, mulisto-żwirowe dno oraz liczne podwodne górki i wypłycenia (dla wędkarzy jest to ukształtowanie korzystne, dla rybaków nie bardzo). Ważne też, żeby takie jezioro miało pogmatwane i zarośnięte brzegi oraz liczne skupiska roślin, bo w takich warunkach dorasta narybek i trzymają się drobne ryby. Powinny też być połacie wolnej wody, żeby swoje miejsce do życia miały też ukleje, ważny składnik okoniowego pokarmu. Zresztą rozległa, czysta toń im też jest potrzebna, bo unikają one gęstych skupisk roślinności zacieniających wodę i wybierają raczej miejsca nasłonecznione. Światłowstręt wykazują tylko wyjątkowo stare osobniki, ale i one najchętniej polują w prześwietlonej wodzie. Tak wygląda dzisiejszy typ jeziora okoniowego. Ale nie wszystkie partie takiej wody okoniom odpowiadają.

Jak wspomniałem, nie znajdziemy ich pośród roślinności, ale niektóre z nich bardzo chętnie trzymają się pasa trzcin oraz grążeli. Tak zwane trzcinowce, wyróżniające się jasnym ubarwieniem i wydłużoną sylwetką ciała, odżywiają się głównie narybkiem i drobnymi rybkami. Polują na stoku, w przeciwieństwie do szczupaków rzadko zapuszczają się w gąszcz roślin. Na ogół nie imponują wielkością, choć zdarza się złowić w takim miejscu półmetrowca o wadze blisko kilograma. Trzcinowe okonie zazwyczaj dobrze biorą o każdej porze dnia, bo częstym żerowaniem muszą sobie zrekompensować niewielkie rozmiary zdobyczy. Grubsze sztuki szybciej znajdziemy na ostro opadających spadach. Łatwo taki spad wypatrzyć, bo gdzie brzeg wysoki i stromy, tam podobnie jest pod wodą.

Okonie bardzo często płyną wolno wzdłuż brzegu, w ślad za stadem uklei. Jesienią urządzają na nie grupowe polowania, ale to już rzadki widok na naszych jeziorach.

Garbusy lubią też patrolować podwodne cyple, które daleko wybiegają w jezioro, a najczęściej znajdują się w przewężeniach jezior lub przy wyspach. Są to dobre łowiska zwłaszcza podczas wiatru. Wtedy ukleje gromadzą się na nawietrznej stronie, wychwytując pokarm niesiony przez fale, a okonie podchodzą je od strony spokojnej wody. Przy cyplach bardzo lubią polować samotniki, dorastające do dwóch kilogramów. Przewężenia są ciekawe jeszcze z innego względu. Często w tym miejscu przebiega wał dzielący jezioro na dwie części. Kto łowi z łodzi, powinien go koniecznie sprawdzić. Pośrodku jeziora przeważnie znajduje się najwyższe wzniesienie, na którym żerują gruntowe płocie, ustawicznie nękane przez okazałe drapieżniki. Nie można tego miejsca ominąć. Trzeba też zaglądnąć na podwodne górki. Dziś renoma tych kapitalnych łowisk wszystkich ryb nieco przyblakła, bo są niemiłosiernie eksploatowane przez rybaków i wędkarzy, niemniej przy górkach zawsze kręci się drobnica, więc i okoni nie może tam zabraknąć.

Brodząc brzegiem jeziora, warto zapuścić wędkę pod nawisy drzew.

Twarde dno usłane patykami, gdzieniegdzie leżący w wodzie pień, to doskonale zaopatrzone stołówki okoniowej młodzieży, która znajduje tutaj larwy owadów i drobne rybki wychwytujące owady spadające z drzew. Głębiej, na spadzie stoku, żyją kolonie małży, którymi żywią się wyrośnięte płocie, leszcze, liny, więc jak tu nie posłać przynęty daleko w jezioro. Innym takim łowiskiem, gdzie duże okonie biorą z otwartej wody, są piaszczyste plaże. Garbusy najchętniej przypływają tu wieczorami, ale pozostałą część dnia spędzają w pobliżu, stojąc w połowie wody na końcu łagodnie opadającego stoku. Pale, pozostałości wędkarskich kładek, zatopione pnie, to kolejne bankowe miejsca, bo w słoneczny dzień w ich cieniu lubi przystanąć niezły garbus.

Okonie kręcą się przy pomostach i molach. Zajmują miejsca pod kotwiczącymi łódkami, a na sto procent można je tam złowić, kiedy dzień jest bardzo słoneczny, bowiem zawsze siedzą w cieniu.

Z pomostów łatwo sięgnąć do krawędzi stoku i za dnia nałowić sporo okoniowego drobiazgu. Jednakże najwłaściwszą porą są ranki i wieczory, kiedy pod brzeg podchodzą duże stada drobnicy, a za nimi nieodstępujące ich na krok okazałe drapieżniki. Na pomosty najchętniej zaglądam w październiku i na początku listopada, kiedy nad jeziorami nie ma żywej duszy i dostępu nie broni żaden stróż. Wielokrotnie w ciepłe południa widziałem, jak uklejkom rzeź urządzały tam okonie i wspólnie z nimi polujące węgorze. Mola mają jedną wspólną cechę: są budowane w głębokich zatokach i posadowione na twardym dnie. Wymarzone to miejsca dla gromadzących się jesienią w ogromne stada uklejek, które w tym czasie trudno już ujrzeć przy brzegu. A przecież wiadomo: gdzie ukleje, tam też okonie.


BB

0